poniedziałek, października 22, 2007

Noc na Niecalej i poranne zdjecia






Zimno wygnalo mnie ze zZierskiej i zawiodlo do cieplych, wrecz egzotycznie tropikalnych Pabianic. Do mojego Epa, do mojego domu.

Nie nocowalam tam od blisko 4,5 miesiaca.

Kiedy ostatnio tam nocowalam ... mialam walizki spakowane, Johna i Tungusa przy boku. Wszyscy szykowalismy sie do wielkiej drogi.

Teraz w Epa jest ladniej, duzo ladniej, mieszkanie doswiadczylo dobrodziejstw remontu.
Jest piekne, cieple ... jak tam leze czuje sie u siebie i bezpiecznie. Jakby rece ze scian wychodzily i obejmowaly mnie z czuloscia i wdziecznoscia, ze mieszkanie nie stoi juz puste.

I sasiedzi .... Powiedzialam Reni i jej corce o ciazy, pozyczajac korkociag .... .... a one : Musisz tu zostac, fajnie by bylo zebys urodzila tutaj. Zamieszkajcie z Johnem w Polsce ! Oj jak ladnie wygladasz, jaka masz cere, to pewnie dlatego, ze nie palisz ... wow! I nic jeszcze nie widac, mowisz ze to 5 miesiac? Niemozliwe, wyglada, jak piaty tydzien!-

W 5 tygodniu to ja mialam brzuch wklesyly. Jeszcze kilka dni temu mialam brzuch wklesyly ale NARESZCIE to zaczyna sie zmieniac! Staralam sie zaprezentowac MOJ BRZUCH na zdjeciu :)

Wczoraj ..... nagle KTOS do drzwi zadzwonil i okazalo sie , ze to Maciek Berdysza .... ktory przez rok siedzial .... i ktory tydzien temu wyszedl. Widzielismy sie na jego wolnosci ponad rok temu.
Napisalam do niego z Hull ... ze uspilysmy jego Berdiego. Jak przyszedl wczoraj to mial w kieszeni moj list, w foliowym worku. Powiedzial, ze NIGDY sie juz z nim nie rozstanie. Ze bardzo brak mu PSA ... PRZYJACIELA, ze nie sadzil, ze tak bedzie ...
I ze .... jak czytal moj list .... to .... wyobrazal mnie sobie na plazy, tam gdzie pisalam .... i ze chcial cos zrobic ale nic zrobic nie mogl.

Powiedzial: w wiezieniu otoczony tysiacem osob, zaczynasz ludzi traktowac bardzo wybiorczo i wkrotce widzisz np. tylko 4 osoby, ktore chcesz widziec, a ktorych wcale tam nie ma.

Podziekowal za opieke nad Berdim. Powiedzialam, ze zrobilismy to wszystko dla Berdiego a nie dla Macka. I to byla prawda.

Szkoda, ze Berdi nie doczekal Mackowego wyjscia.

Maciek nazywal siebie "pol dziadkiem". Jesli to dla niego wazne, niech tak wlasnie sie nazywa.
-Naucze dziecko jezdzic konno i ryby lowic i na sztuke patrzec tez naucze ~!-

Bardzo sie ucieszylam z tego spotkania.
Bylo nieprzypdkowo przypadkowe.

Wczorajszej nocy patrzylam na swoj telefon i myslalam, czy moze John wysle mi jakas wiadomosc. Zastanawialam sie rowniez czy sama nie chce czegos napisac. Chcialam. Ale nie napisalam.

Life oh Life ...

Luki i Beata odwiezli mnie do Lodzi.
Opowedzieli o Koscie Czesiu, malutkm szarym pregowanym kotku, ktory cudem uratowany .... a jednak zycia nie zachowal.

Szkoda mi Czesia ...

Life is too short ...
But ... it is SUCH A POWER !
:)

Brak komentarzy: