wtorek, listopada 20, 2018

Szlachetna P.

Pan January ( niezłe imię, tak na boku, naprawdę niezłe, na Januarego mówi się po prostu Jan). Pan Dżenuary od 10 lat mieszka sam, jest osobą niewidomą. 10 lat  temu zmarła jego żona. Wcześniej, kiedy jeszcze widział pracował, jako mechanik samochodowy. Czterdzieści lat tyrał. Teraz chociaż nie widzi, potrafi wiele rzeczy sam naprawić, cieknący kran, taka z niego jest złota rączka. Pomaga mu sąsiad  z bloku obok. I pomagała pani Grażyna z PCK. Tylko, że po 9 latach pomagania zniknęła i przestała przechodzić z dnia na dzień. Pan January bardzo to przeżył, bo przywiązał się do niej. Jak wracali z ryneczku, to szli razem na lody. O tych wypadach wspomina z nostalgią. On ma dużo historii do opowiedzenia, tylko brakuje kogoś, kto by wysłuchał. A taki jest w tej swojej samotności i niepełnosprawności dowcipny. "Ile ja mam lat? He he he, proszę pani tyle się nie żyje".
W  tym samy mieszkaniu jest od 1965 roku. Nadal na podłodze płytki pcv, takie się wtedy zakładało.
Taka kawa z mlekiem te pecefałki. I segment też z lat siedemdziesiątych. Kryształowa popielniczka, chociaż pan January nie pali. Sąsiad zapali sobie przy oknie, jak przyjdzie.
"Taki sąsiad, jak pan, to skarb" - mówię i sąsiad się rumieni, a do pana Januarego opisuje mnie i Sylwie, drugą wolontariuszkę, moją imienniczkę: "Fajne te panie przyszły, ale dla nas za wysokie".
Pan January ma renty 1200 zł, jak odejmie opłaty, leki  i opiekunkę PCK ( 150) to pewnie mu zostaje 200złotych  na miesiąc na życie, albo mniej.

Pan January to rodzina z dziś.

Pani Kasia ma 46 lat wygląda na 100. Mieszka razem z mężem w starej kamienicy na parterze. Obydwoje chorują psychicznie i mają stwierdzoną niepełnosprawność. Podłoga ma ze sto lat, nie nadaje się do odnowienia, na deskach leżą kawałki płyt pilśniowych żeby dało się przejść.
Ściany są czarne od sadzy, w domu zimno, mała kananko nie ogrzeje wysokiej na 4,5 metra jednej izby.
"Pani Kasiu, może zimowa kurtka dla pani jakaś, co? " - dopytuję.
"Nie, nie trzeba, mam kurtkę, ludzie dobre rzeczy wyrzucają, to jak chodzę zbierać puszki, to sobie wezmę i mam".
Jest 21 wiek, państwo w centrum Europy. Chorym ludziom ktoś pozwala tak żyć. Pani Kasia sama sobie nie pomoże, nie ma pojęcia, jak o siebie walczyć. Żeby tylko udało się znaleźć drewno i trochę tą izbę dogrzać zimą.

Pani Kasia to też rodzina z dziś.

Z wczoraj, chcecie usłyszeć o wczoraj?
Wczoraj byłam głodna , najczęściej nikt nie częstuje nas żarciem, jak przychodzimy na wywiad, czasem herbatą.
7 letnia Ola z ciężką chorobą genetyczną przyniosła mi menu i mogłam wybierać: rurki z kremem, babeczki z serem i dżemem, nawet koktail. Przyniosła mi swoje muszle. " Ja kocham muszlę" - pwoiedziałam, bo taka jest prawda, a wtedy Ola od razu doniosła taki mały koszyczek wypełniony muszlami powiedziała: "To dla Ciebie, bo lubisz muszelki".
Jakie miała marzenia: "Żeby babcia wyzdrowiała" . Babcia ma raka szyjki macicy i jest w stanie agonalnym w szpitalu.
Gdybym umiała spełniać rzyczenia tych Ludzi .... gdyby ktokolwiek umiał .....

Wczoraj była też pani Anna, wychowująca 16 letnią córkę z porażeniem mózgowym, opiekująca się też starą teściową, obiecała że się nią zaopiekuje mężowi, w czerwcu, na łożu śmierci, kiedy umierał na raka.
Córka Pani Anny miała ze względu an swoją niepełnosprawność, dowozy do szkoły, ale sama z nich zrezygnowała, bo chce być, jak inne dzieciaki, chce być samodzielna. I chce być weterynarzem. Kocha zwierzęta.

Czasami chce mi się płakać, ale oczywiście płacz nic tu nie pomoże. Ani żal.
Pomóc może Szlachetna Paczka. Odrobinę Ludzi uradować ( uraDować, nie uraTować) i odciążyć.
I dlatego choć to już 6 rok, to w tym roku w Paczkę wierzę jeszcze bardziej.
Jeszcze mocniej.
Niech komuś tej zimy będzie ciepło, niech ma piec, niech ma węgiel, niech przeczyta ulubioną książkę, niech ma lepszą poduszkę na wózek, niech ma nową szafę.
Niech ma co jeść.

Amen