wtorek, października 26, 2021

Odpowiednie dać rzeczy słowo - czyli doświadczenia graniczne II.

 "W tym kraju mamy więcej współczucia i miłosierdzia dla zwierząt niż dla ludzi, choć i tak jest go niewiele" - zasłyszane-

Językowa propaganda pozwala nam lepiej spać: W lesie KOCZUJĄ bowiem NIELEGALNI UCHODŹCY, którzy " skoro już wiedzieli, jak do nas lasem przejść, to powinni też wiedzieć, jak do domu wrócić"

"Kuzynka siotry mojej koleżanki z pracy słyszała, co wyrabiają CI UCHODŹCY w Niemczech, cały czas gwałcą zbiorowo kobiety i co popadnie". 

"To kwestia bezpieczeństwa, nie bierzmy sobie ich na głowę, bo będzie w Polsce druga Francja!"

"Płacę w Niemczech podatki, nie chcę żeby poszły na tych darmozjadów, nierobów, leniwców". 

Telewizja i prywatne opinie nazywają LUDZI uchodźczych gwałcicielami, nierobami, chorobonosicielami ( "Jesli podejdziecie do tej grupy będziecie na kwarantannie, mają covid" - Strażnik Graiczny do aktywistów, którzy starali sie podejść do nieprzytomnej 16-latki z Kongo). 

Gdyby nazewnictwo było inne, to wielu polskich obywateli nie mogłoby w nocy spać. 

Jeżeli osoby w kryzysie uchodźczym nie byłyby najpierw odczłowieczone, to trzeba by było inaczej ich sobie wyobrażać: na przykład tak: 

20 letnia Salma postanowiła przez granicę wschodnią przedostać się do rodziny od lat mieszkającej i pracującej w Niemczech. Chciała im zrobić niespodziankę. W Puszczy dostała zapalenia płuc, wycieńczona i umierająca, z jednym zapadniętym płucem wylądowała w szpitalu na Podlasiu. Rodzina z Niemiec została powoadomiona, przylecieli, żeby ją odwiedzić i teraz płaczą nad szptalnym łózkiem. Niespodzianka się nie udała, Salma być może umrze. 

Jak powiedziała jedna z lokalnych, podlaskich matek - tym ludziom trzeba dać twarz. Wtedy  przestają być karaluchami, nad którymi tak łatwo jest nam się pastwić. 

Judith, którą poznałam w lesie - była w widocznej ciąży ale od kilku dni krwawiła, w Puszczy spędzała 15 dzień, zgubiła po drodze męża. Dziecko straciła - nie otoczona jego opieką i opieką lekarzy, ale w zimnie, koło Bobrowników, w Polsce, bo nikt nie udzielił jej pomocy. Zamiast zabrać do szpitala, pogranicznicy przerzucali ją przez granicę, jak worek śmieci. Ciężarną kobietę. 

Młoda dziewczyna na poboczu drogi to Jasmina, klęczy i przytula do siebie syna. Syn ma 14 lat - to Ali. 

Za chwilę zostanie zapakowana na ciężarówke wojskową, która już jest pełna, już tylko na Jasminę i Alego czeka. Powiąza ich w las i wywalą.

Od tego, jak nazywamy rzeczy i ludzi zależy nasze postrzeganie świata. 

A świat postrzegamy przez pryzmat tego, jakimi jesteśmy. 

Nienawidzimy INNYCH. Cierpienie INNYCH nic dla nas nie znaczy. Nawet ich śmierć. 

Gdyby rząd do lasu wywoził polskie kobiety i dzieci: Martę z synkiem Jasiem, co wtedy by się działo?

Czy też wymyślilibyśmy usprawiedliwienie dla takich działań? Czy Marta to byłaby lewacka wywłoka? A kim byłby Jaś. Synem lewackiej wywłoki?

Pomyślcie o tym. Wystarczy odpowiednie dać rzeczy słowo, by człowiek przestał być człowiekiem, by kobieta zamieniła się w lewacką szmatę. 



niedziela, października 17, 2021

Dwa wesela i pogrzeb - czyli Witkacy i Smarzowski

Dwa wesela i pogrzeb.

 

Pierwsze to Wesele Wyspiańskiego – sztuka wystawiona po raz pierwszy w 1901 roku. 120 lat temu.

Autentyczne wesele poety i chłopki. Trzy akty- realistyczny, symboliczno wizyjny i romantyczny.

 

Przedstawia sytuację duchową narodu i to dlaczego nie potrafimy wywalczyć sobie niepodległości. Mówiąc prościej – pokazuje co jest z nami nie tak.

 

Jest w dramacie Witkacego nawiązanie do rzezi galicyjskiej, chłopskiego ruchu z 1946 roku, o charakterze antyszlacheckim i antypańszczyźniany. Rzeź Galicyjska to POGROMY ludności ziemiańskiej.

 

Wesele Smarzowskiego odbywa się w 120 lat później, kiedy jesteśmy niepodlegli, kapitalistyczni, przestraszeni pandemią, oswojeni z pandemią, pod prawicowymi rządami.

 

W filmie jest kilku głównych bohaterów: Ryszard Wilk – właściciel zakładów mięsnych WILK, jego stary ojciec Antoni Wilk, który jak kukła tarmoszony jest z miejsca na miejsce (słomiany Chochoł?).

 

Antoni, początkowo tak nieistotny – budzi jednak demony przeszłości, jest bowiem świadkiem tego, o czym wszyscy najchętniej by zapomnieli: żydowskiego pogromu, który miał miejsce w miasteczku, w którym odbywa się weselicho.

 

W dniu śluby ciężarnej córki Ryszarda Wilka, do jego domu przyjeżdża  delegacja żydowska, która chce wręczyć Antoniemu odznaczenie: Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata. Wiemy więc, że starszy mężczyzna obleczony w polski mundur, to człowiek honorowy i wielkiego serca. Fakt wręczenia odznaczenia jest jednak zepchnięty na dziesiąty plan. Tego dnia wszyscy mają skupić się na Weselu i młodej parze.

 

Nie znamy relacji panujących w tej rodzinie, ale znamy klimat polskich wesel. Na bogato, z czerwonym porsche, z całowaniem chlebka i krzyżyka.

 

W tym polskim grajdole pojawiają się przyjaciele panny młodej z Irlandii, młody kucharz gej, najlepsza przyjaciółka, jak się później okazuje kochanka nowo poślubionego męża i czarnoskóry kolega, który wzbudza ogromną niechęć mającej dzielić z nim stół Polki, która finalnie kończy pod nim w cieniu piwnicy i wychodzi z weselicha już bardzo zadowolona.

 

Są przemowy i jest martyrologia: Ileż to wycierpieliśmy w naszym miasteczku od Niemców, jak to nasz tata nigdy się nie ugiął i że oby młodzi byli tak szczęśliwi, jak ich rodzice. Rodzice oczywiście nie są szczęśliwi, żona Ryszarda Wilka jest niepijącą alkoholiczką poniewieraną przez męża, który podszczypuje pracujące u niego w przetwórni mięsnej Ukrainki.

 

On te Ukrainki również za okrągłe sumy stręczy swoim dużym niemieckim klientom, żeby podpisywali kontrakty.

 

W przetwórni mięsnej, jak to w przetwórni zwierzęta giną w męczarniach i jeden z pracowników decyduje się zaszantażować Ryszarda Wilka filmem z kaźni zwierząt.

Szantażysta kończy złapany przez ochroniarzy Wilka i wychędożony przez gigantyczną świnię.

W tym filmie każdy obywatel to wstrętna świnia. Ubłocona i umazana odchodami.

Zainteresowana tylko korytem, zakłamana.

Ksiądz proboszcz mówi na ambonie o tęczowej zarazie, nawołuje do nienawiści, jak jego poprzednik wiele lat wcześniej na tej samej ambonie nawoływał do pogromu żydowskich sąsiadów.

Do niereagowania, do pozwalania na bestialstwo.

 

Teraźniejszy proboszcz otwarcie głosi niechęć do homoseksualistów, sam znika w czerwonym porsche z kucharzem gejem z Irlandii i wiadomo, po co odjeżdża z nim na plebanię.

 

Jedynym nie świńskim bohaterem (bez obrażania świń, jako zwierząt) jest nasz staruszek Antoni Wilk. Człowiek, który ratuje z pogromu żydowską rodzinę. Lea to jego wielka romantyczna, niespełniona miłość.

Jest również świadkiem, jak wszyscy dookoła przykładają rękę do palenia ludzi w stodołach i wrzucania ich do pobielanych wapnem rowów – grobów.

 

„Chciałbym dowiedzieć się, gdzie pochowana jest reszta mojej rodziny?” – na samym początku filmu pyta Żyd z delegacji.

Otóż Twoja rodzina pochowana jest w pobielanym wapnem rowie.

 

Film mógłby być karykaturą nas Polaków, ale on jest rzetelnym odzwierciedleniem tego, kim jesteśmy.

Małymi, nienawistnikami, chciwymi kreaturami. Chamami z widłami.

To dlatego tak się buntujemy, jak mówią o naszym prostactwie.

Otóż jesteśmy prostakami, w dodatku ten film odkrywa naszą ohydę.

 

Czy jest światełko w tunelu?

Jedno na milion. Bo dobry człowiek zdarza się właśnie tak często.

A sąsiad, cóż …. Pomyślmy, co by nam zrobił, gdyby mógł.

Albo może lepiej o tym nie myśleć.

 

P.S. W Weselu nr 1 występuje Wernyhora – kresowy wróżbita i zwiastun pojednania. Symbol porozumienia ponad podziałami. Naszej wtedy i teraz jedynej szansy.