poniedziałek, lutego 28, 2005

INTENSYWNY CZAS ...

udaje sie teraz na zasluzony odpoczynek, to byl calkiem intensywny dzien, ostatni intensywny dzien, bardzo intensywnego miesiaca ... ten luty byl wyjatkowo MOCNY ... pod wieloma wzgledami. Smierci, wyzwolen,spokojnych i gwaltownych reakcji, pisania i pracy ... nowych rzeczy ... dzis nawet zastanawialam sie, czy moze odpadnie mi kolo ( bo bardzo w nim stuka) i czy to nie bedzie np. dzien ostatni .... tzn. nadal jeszcze sie nie skonczyl, ale nic nie wskazuje na ostateczne zakonczenia ... Ojciec zaszalal, ale to nie pierwszy raz, a ja moge byc tylko dumna z mojej reakcji na szalenstwo. Byla De Mellowska.

niedziela, lutego 27, 2005

niepokój

Czuje niepokoj i tym razem jest bardziej okreslony - ma zwiazek z sasiadka z gory ... od dluzszego czasu pije i z jej domu, tuz nad moja glowa dochodza paskudne odglosy ... dudnienie, walenie w podloge, pijackie pokrzykiwanie ... ogolnie dosc mrocznie. A ona sama wyglada jakby miala za chwile umrzec, taka malenka, skurczona .... straszliwa, nieporadna. To naprawde mila kobieta, na trzezwo ....
W kazdym razie siedze zmeczona "pod ta impreza" i tylko czekam az ktos znow przyjdzie i poprosi mnie o kase albo o kieliszek albo o nie wiadomo co ...
Na szczescie Tungus juz wrocil! Oby i Kaczor wrocil z Paryza, bede sie czula bezpieczniej ( znow dudnia na gorze!).
Dzis moja siostra pojechala do Krakowa, wraz z tata. Dobrze mi z nia bylo ...

czwartek, lutego 24, 2005

POZEGNANIE

Pozegnalysmy Wujcia ... ja Gocha, moja siostra, z ktora wlasnie pije ... i to jest bardzo piekne, bo moja siostra jest bardzi piekna i to BARDZO SIOSTRA i w takich chwilach konfrontacji ze smiercia ... najwieksza tajemnica to wlasnie sie liczy ...

I liczy sie cos jeszcze - ostatnia noc, ktora pozwolila mi dzisiaj nie plakac i to doswiadczenie ...

Ostatnia noc byla dobra i mocna i ... musialabym pisac jakies bardzo intymne rzeczy wiec tego nie zrobie.

Powiem tylko, sa rzeczy, ktore uwalnaija i tego wlasnie doswiadczylam. I jestem za to wdzieczna. I dzis slyszalam tyle o milosci, ktorej nie zniszcza nawet bardzo zle doswiadczenia .... bo ona jest i tyle ...

Wujcio ... roza, trabka, snieg ... i usmiech ... taki bardzo delikatny, na mojej twarzy .....
Wszystko co bylo, bylo dobre ... nawet smierc ... jakkkolwiek to zabrzmi.

Niech dobre Duchy beda z taba zawsze ... i ty badz ze mna, gdziekolwiek jestes, zawsze ....

środa, lutego 23, 2005

MEET JOHN - My friend from Boston Posted by Hello

Ostatnie chwile bezpracowej wolności

Obudziłam się przed 10:00, wiec wyjątkowo wcześnie, a chciałam odespać wszystkie przyszłe poranki, kiedy będę się zrywać. Nie będę MUSIAŁ się zrywać ale będę chciała, na tym polega różnica.

Wczorajszy wieczór spędziłam na rozmowie, z kimś ważnym i mądrym. Dzieli nas pokolenie a jednak potrafimy się POROZUMIEWAĆ. I dzieli nas jeszcze sporo “przeszłości”, do której dryfujemy myślą ... bo taka nasza natura.

Rozmawialiśmy o tym, że kiedy dziecko traci zabawkę, której wcale bardzo nie lubiło, nagle ta zabawka wydaje mu się najładniejsza, najbardziej upragniona ... I rozmawialiśmy o tym, że w życiu możemy mieć wielu przyjaciół ale ważna jest ta jedna , konkretna osoba, z którą dzieli się wszystko. I o tym, że zbawiać świat, jest pięknie ale że najpierw trzeba zająć się sobą, tak naprawdę.

Postanowiłam w związku z tym zdjąć z szyi świętego Benedykta ... patrona pisarzy ... I powiem tak – sztuko odejdź ... zostaw mnie normalnemu światu, bo trochę za dużo bierzesz w zamian. To znaczy, bierzesz w zamian wszystko, a zostawiasz bolączkę i gorączkę i malarię, z której nie można się wyzwolić ... Jesteś zaborcza, piękna, jesteś jak kobieta ... kobieta fatalna.

Chciałabym napisać doktorat o ludziach, którzy zabili się ... uprawiając sztukę ... albo, którzy zwariowali uprawiając sztukę.
Heavy burden – tak bym cię nazwała, z angielska.

Pomyślałam, że już w starożytności kobiety kochały i uprawiały inną sztukę : mianowicie podstępność. Podoba mi się.

Teraz czas na to, by dać sobie radę w normalnym-nienormalnym świecie, w którym od miesięcy nie funkcjonuję. On chce mnie z powrotem.
Więc to jednak nie jest tak, że jestem niechciana i bojaźliwa ? Ja ... bojaźliwa? He .... jestem jednym z odważniejszych ludzi .

wtorek, lutego 22, 2005

Kobieta nie może być sama



To znaczy może ... ale pod kilkoma warunkami: ma stałego kochanka, który traktuje ją cudnie ... choć tymczasowo, ma pracę – pasję, ma lat 20 ścia, jest zakonnicą ...
I to by było na tyle.

Tak więc jeśli jesteś kobieta powyżej 20, nie jesteś zakonnicą, nie masz stałego kochanka, który traktuje cię cudnie i nie masz pracy – pasji - jesteś skazana, choćbyś stawała na głowie na głęboką frustrację. I na bycie kuriozalną ...

A teraz pytanie, dlaczego nie umiemy być same i dlaczego wtedy wpadamy w łapy frustracji i nerwic?
Istnieje wiele legend i baśni – są w nich kobiety i są w nich mężczyźni i zawsze w tych baśniach i legendach te dwie tak odmienne istoty – odnajdują się i żyją razem, a nawet jeśli się gubią, to i tak w rezultacie ( baśnie i legendy zwykle kończą się dobrze) łączą się i tak trwają po wszech czasy.

Kobieta – konstrukcja silna, przewrotna, perpetum mobile ... esencja przyjmowalności. Niewypełniana musi umrzeć. Umrzeć wewnętrznie. Zapomina, że jest piękna, zapomina, że tyle może zrobić. Wydana na pastwę bycia niczyją, z poczuciem przemijalności, od którego nie sposób się odgrodzić.
Potrzebujemy dopełnienia, żeby móc prawdziwie żyć. Żeby się nie bać, żeby zaleczyć poczucie samotności. Świat wyciąga po nas ręce, a my wychodzimy z zasłoniętymi twarzami.
I te zasłony zdejmują nam mężczyźni, jeżeli są. To takie arabskie. Kobieta odsłania się naprawdę, nawet kobieta Zachodu - tylko przed swoim mężczyzną. I nawet jeśli przy nim również czuje się zagubiona, to bez niego – zagubienie to jest bezdenne.
Przyznać się do tego, to już wielkie coś. To powrót do źródeł, do legend, powrót do wilczej natury.
Zakochany człowiek podobno wcale się nie przeziębia, tak powiedział mi dziś lekarz rejonowy, na badaniu wstępnym.
Brak miłości to choroba, choroba na śmierć. Musicie nas kochać, bo wyginiecie, chłopcy.
Musicie nas kochać ...

poniedziałek, lutego 21, 2005

poem


Czuję się porysowana w środku i brudna
czuję się
jak wypluty kawałek gumy do żucia
czuję się nieobjęta troską
i jestem zła
bo nie mogę nie być zła
i myślę sobie, jak pięknie
żyją ci co depczą
jak rosną w siłę
i myślę sobie, że następnym razem
to ja powinnam po kimś przejść
takim przejściem w dużych butach
czuję w ustach smak spermy
którą ktoś mnie spryskał
bez żadnego uczucia
prócz uczucia fizycznego spełnienia
myślę, że podobnie czułaby się
prezerwatywa, gdyby mogła czuć.
I nie chcę krzyczeć, że nienawidzę
tej obojętności Mojego Świata
nie chcę krzyczeć: odwetu, zemsty!
Chcę wypełnić się miłością
do tego Mojego Świata
zresztą tylko ona mnie wypełnia
i żal
obrzydliwy żal
trudno
jest pewnie jakiś specyfik
który to ze mnie zmyje, prawda (?)
zacznę od umycia zębów.

Pożegnanie - powitanie



Napisałam dziś pożegnanie Wujcia. Pogrzeb w czwartek o 12:30.

Dziś mam dzień wyjątkowo nerwowy ... myślę, że to kwestia nowej pracy. Zostałam wszystkim w Agorze przedstawiona.
Dyrektor powiedział: Jesteście teraz trybami wielkiej machiny ...
A ja zawsze chciałam nie być trybem, być wolnym człowiekiem.
Może ta praca to nie koniec wolności! Bez skrajności panno S.

Zaczynasz tylko swoją medialną karierę handlowca ... to nie powód do nerwicy i trzęsawki. Oczywiście marzyłaś o książkach i podróżach –ale czy nie na tym właśnie polega dramatyczny paradoks życia, że marzymy o nieśmiertelności a umieramy i zostaje po nas kilka zapisanych kartek z zakupami ( literatura) a nawet jeśli zostaje książka ... zjadają ją myszy?

Podobno kiedyś język służył do porozumiewania się, dziś służy do komunikacji, a to pojęcia inne. Komunikacja jest nastawiona na przekazanie informacji i nie koniecznie na odebranie info zwrotnej. Świat więc zubożał – a ja będę handlowcem w wielkim koncernie. Może znajdę męża, urodzę dwoje dzieci i w końcu powieszę się w jakiejś piwnicy, bo tego nie wytrzymam? Well ...

Czego bym chciała? Chciałabym wypłakać się ze wszystkich sił i w czwartek będę miała okazję, a później się upić ...
Czego bym nie chciała? Nie chciałabym dać się wciągnąć przeciętności, która ostrzy sobie na mnie zębiszcze trupie. Precz MARO!
Zobaczymy ....

niedziela, lutego 20, 2005

Knajpa na Kazimierzu

Można siedzieć ... i myśleć o
o tym, że w tym miejscu
kiedyś tam
siedziało się z kimś
bardzo ważnym
że kominek tak
samo jaskrawie płonął
ludzie pewnie byli inni
ale ciasta te same
wafle z czekoladą
i filiżanki
i te same kufle piwa
i popielniczki i żarówki
być może te same
i ta sama barmanka
z wielką dupą
i miłym uśmiechem
wielkim
i obrusy były te same
i krzesła
na Kazimierzu
i ta sama maszyna do szycia

można tak sobie siedzieć
z kimś nie tym samym
z kimś zupełnie innym
z kimś ważnym
jak na przykład ojciec
z kimś smutnym
jak na przykład ojciec
z kimś przyjacielskim
jak na przykład ojciec
i myśleć, że nie pamięta
się już pory roku ani
tematów rozmów .... z wtedy
ale pamięta się
samo miejsce
i że było tak bardzo miło
że aż znów by się chciało
do tego wrócić
bo kiedy nie ma tego
to coś
to coś
zupełnie nie gra
a przecież muzyka
jest ważna
i on

...wrocilam z Krakowa

...spotkalam mojego tate ... jest smutny, brak mu Wujcia. Moj ojciec wypracowal w sobie bardzo dobra ceche : swoista indyferencje - dzieki temu niewiele jest w stanie go dotknac.
...Grota podobala sie Marcinowi ... ja musze ja dopiero tak naprawde przeczytac, ale nie pisalam jej dla siebie ... po prostu ja pisalam. Bo naprawde nie sadze zebysmy pisali dla siebie. Piszemy dla pisania.
...Marcin jedzie we wtorek do Paryza, zostaje sama. Pewnie wydarzy sie cos fajnego. Gadam z Johnem z Bostonu i jetsem nim zachwycona.
Fajnie, kiedy zachwycaja ludzie. Ale nie wszyscy mnie zachwycaja, wiekszosc mnie jednak straszliwie nudzi. Sa brzydcy i marudni. Trudno. Czuje sie pieknie w tej wisnie jeszcze 20-stej, tej zimy pelnej sniegu. I mam pomysl na wiersz. Sidzialam na Kazimierzu, w pieknej knajpie i cos mi sie przypomnialo ...................

piątek, lutego 18, 2005

Skonczylam "GROTE"

Napisalam i wyslalam 2 osobom, a teraz ... teraz sie boje, bo moze Grota jest do niczego. Zreszta, nawet jak jest, to to nie powod by sie bac ...
Taki to sobie zrobilam prezent urodzinowy. Dobre Groty strzezcie swoich tajemnic ... albo dzielcie sie nimi ... i niech sie dzieje ... dobrze
Wujcio Tadzio/Grudzieñ 2004 Posted by Hello

SHAMAN'S BLUES

THERE WILL NEVER BE ANOTHER ONE
LIKE YOU
THERE WILL NEVER BE ANOTHER ONE
WHO CAN
DO THE THINGS YOU DO (...)

IT'S GONE
I CRY
OUT LONG

THERE WILL NEVER BE ANOTHER ONE
LIKE YOU
THERE WILL NEVER BE ANOTHER ONE
WHO CAN
DO THE THINGS YOU DO (...)

-DOORS, SHAMAN'S BLUES-

wtorek, lutego 15, 2005

Bardzo poranne czytanie Dylana Thomasa


Zapytacie, KTO zapewnił mi bardzo pranne czytanie Dylana Thomasa ( o 4 : 35) !!! – otóż Tuni, który zamarzył o spacerze o tej właśnie porze i zaparł się, jak prawdziwe zwierzę.
Wylazłam na śniegi w piżamie i kurtce i tak sobie o bardzo poranku spacerowałam i Tuni też spacerował, tylko, że on miał z tego spaceru o wiele więcej radości.
A jak wróciłam do domku, zrobiłam sobie kawę .. i otworzyłam Literaturę na Świecie z 1973 ...
A tam: “Dylan Thomas w Ameryce”:

“i wszystkie twoje słowa i czyny
każde kłamstwo i prawda
umierają w miłości która nie osądza”
(Tej Strony prawdy)

Tekst mnie poraził i sam Dylan, opisany przez poetę J.M. Brinnin’a.
Po raz pierwszy swoje nogi na amerykańskiej ziemi Dylan Thomas postawił w 1950 roku – 21 lutego. Na 26 lat przed moim narodzeniem, 26 lat i kilka dni ...
I odnalazł się ... w zadymionych knajpach Trzeciej Alei. Podobno w 1935 roku portretował go Augustus John i na tym portrecie Dylan wyglądał, jak anioł ... 15 lat zmieniło go nie do poznania – wielki brzuch, połamane, brązowe od tytoniu zęby. Pozostał mu donośny i wspaniały głos, który nadawał inny wymiar czytanej przez niego na wieczorach poezji. Podobno, gdy czytał wiersze innych poetów, treść traciła znaczenie, a liczyła się tylko genialna barwa jego głosu. Dylan Thomas.

J.M. Brinnin napisał o nim słowa, które MUSZĘ zacytować, może dlatego, że tak dobrze je rozumiem:

“Żaden poeta nie może żyć całkowicie w swej poezji lub poprzez nią, ale widoczna już rozbieżność w życiu Dylana, rozbieżność miedzy dyscyplinami sztuki i pocieszeniem alkoholem, barową gadatliwością z nieznajomymi, niekończącą się pogonią za bezwartościowymi wrażeniami oburzały mnie i niepokoiły. Wiedziałem, że ponad wszystko pragnę zająć się nim, wbrew sobie narzucić mu swoje pojecie zdrowego rozsądku; bronić go przed nim samym. Wiedziałem również dobrze, że chcę się go pozbyć, nie brać udziału w jego samobójczych cierpieniach i że nie chcę przewidywać jego przyszłych upadków, których nie da się uniknąć. Nie mogłem się zdecydować. Ta słabość, ta niezdolność odrzucenia lub akceptacji, odejścia lub pozostania, zakłócały obraz, na którym miałem oglądać zjawisko: Dylana Thomasa”.

To właśnie dzięki zaproszeniu J. M. Brinnina, Dylan Thomas pojawił się w Ameryce po raz pierwszy. I Brinnin postanowił zaopiekować się zagubionym angielskim poetą, który był chaosem, a którego poezja była czysta, jasna i subtelna.
Zacytuję mój ulubiony wiersz Dylana Thomasa – alkoholika ... człowieka wymiotującego krwią ... człowieka “upadłego” ...po prostu geniusza XX i nie tylko wieku. W jakimś sensie oświeconego, który nie wiedział, co z owym oświeceniem zrobić ....

Nie wchodź łagodnie do tej dobrej nocy,
Starość u kresu dnia niech płonie, krwawi;
Buntuj się, buntuj, gdy światło się mroczy.
Mędrcy, choć wiedzą, że ciemność w nich wkroczy -
Bo nie rozszczepią słowami błyskawic -
Nie wchodzą cicho do tej dobrej nocy.
Cnotliwi, płacząc kiedy ich otoczy
Wspomnienie czynów w kruchym wieńcu sławy,
Niech się buntują, gdy światło się mroczy.
Szaleni słońce chwytający w locie,
Wasz śpiew radosny by mu trenem łzawym;
Nie wchodźcie cicho do tej dobrej nocy.
Posępnym, którym śmierć oślepia oczy,
Niech wzrok się w blasku jak meteor pławi;
Niech się buntują, gdy światło się mroczy.
Błogosławieństwem i klątwą niech broczy
Łza twoja, ojcze w niebie niełaskawym.
Nie wchodź łagodnie do tej dobrej nocy.
Buntuj się, buntuj, gdy światło się mroczy

poniedziałek, lutego 14, 2005

Czekoladki, skarpetki i pyszna salatka

Dzisiejszy wieczor spedzilam u Moich Przyjaciol! Raczylismy sie salatka i faszerowanymi jajkami i rozmowa! I bylo bardzo , bardzo milo. To byl po prostu wieczor z tych bardzo pieknych :))) I jestem za to wdzieczna :)

Flower Child ... comes out of the woman alway!!!

Po 12:00 wyszłam z domu ... dokładnie o 13:00 miałam pojawić się na rozmowie kwalifikacyjnej w Radiu Złote Przeboje ... i o 12:35 złapałam gumę pod Chocianowicami ... yyyyy
Coś zaczęło ściągać auto na prawo, coraz bardziej i bardziej i wtedy domyśliłam się, że to dziurawa opona .... „Ok., jak teraz się zatrzymam na poboczu, to przez następna godzinę będę się babrać z tym kołem i nie zdążę na 13:00".I na flaku podjechałam na cygańską stację ...
-Panowie, dramat ! – zaczęłam histerycznie – Panowie pomogą zmienić oponę, jeszcze nigdy tego nie robiłam .... –
I Panowie ( 2-ch panów) pomogło, 12:50 opona była na miejscu i na szczęście nie musiałam za to płacić, bo portfel zieje pustką. To znaczy, odchłań wieje zeń.
A na rozmowie ( na którą zdążyłam) spotkałam mojego pierwszego poważnego chłopaka ze studiów Arkadiusza J. Odwróciłam się, żeby mnie nie zobaczył i dowiedziałam się, że dzięki temu, że pracuje teraz w multibanku - a biedaczysko był kiedyś podróżnikiem i pisarzem, a nawet poetą ...).
Na rozmowie przywitał mnie pan dyrektor generalny Artur J. , pani z Warszawy ( też dyrektor) i pan z łodzi ( kierownik czegoś tam ).
I zaczęli wypytywać o doświadczenia z Kuwejtu i Kosowa. A ja im opowiadałam, że jestem pro islamska i takie tam. Rozmowa trwała ( przy kawce) jakieś 40 minut i byłam sama sobą zachwycona i oni chyba też mnie polubili, bo wyczuwałam życzliwość. A w którymś momencie pan dyrektor generalny powiedział:
-Ja obawiam się , bo Pani zainteresowania, to wszystko ... to takie dzieci kwiaty ...-Pomyślałam, że trafił w samo sedno.
-Nie, nie, nie ... z tego się wyrasta, już przeżyłam na Alasce swój hippisowski okres ... dawno temu – A na to pani dyrektor z Warszawy.
-No ja nie wiem, czy się wyrasta ... – i uśmiechnęła się i ja też się uśmiechnęłam.
-Bo mnie się wydaje, że może pani jest do tej pracy za delikatna? – powiedział dyrektor generalny.
-Absolutnie, we mnie jest tak mało delikatności, wszyscy postrzegają mnie, jako osobę raczej silną ... – oznajmiłam.
-Ja dostrzegłem tą drugą, wrażliwą stronę – powiedział.
I tak wyglądała rozmowa, do piątku mają dać odpowiedź. Jestem dobrej myśli, ale to dlatego, że ja w ogóle jestem ostatnio dobrej myśli.

niedziela, lutego 13, 2005

Krolowa Szcurow i dzien zdjeciowy

Tak, zrobilam dzis wypad na pola i foty przy okazji, a moze raczej przy okazji spacer a foty jako prioryt.
Czytam "11 minut" i az tak sie nie zwchwycam. I "Wielkim Gatsyb" tez nie ... I pisze swoja wlasna "novel".A tam 3 glowne bohaterki, z ktorych jedna milczy, druga gada a trzeciej wcale nie ma, tzn. nie pojawia sie.
(Wlasnie przyszedl sasiad Rob)
Przychodzi tez sasiadka Ela i Renia i Slawek i Maciek Berdysza - i cala sala tanczy z nami.
A w piatkowym ekspresie ilustrowanym bylam ja : jako szczurzy pomiot - rozkladalam bezradnie rece: Nie mam juz sily walczyc z gryzoniami!!!
Ekspres Ilustrowany jest dokladnie jak Pabianewsy.
haiku z wczoraj: "Kiedy golil maske, szczur mu zrobil laske" (wyslany do Kaczora). Kaczor zwinal sie ze smiechu, a ja zwinelam sie dzisiaj, bo Kaczy rysuje komiks ( jest znakomitym rysownikiem), w ktorym to usmiercamy wszystkich naszych gosci!
Gosci serdecznie zapraszamy!!!! YYYYYYYYYY
"Look into my eyes and you'll see I'am the only one ... you captured my love, stolen my heart, changed my life ... Every time you make a move you destroy my mind and the way you kiss ...(...)You take my breath away ... So please don't go, dont leave me here all by myself, I get ever lonely from time to time, I will find you ..." /Queen (of Rats):"You take my breath away" Posted by Hello
"Zabierz mnie na spacer!"- Tuni dostal gledzacej geby i w rezultacie poszlismy na pola! Posted by Hello
Waitin' for the sun ... Posted by Hello
Natura LUTOWA Posted by Hello
Tuni ... zabil patyk!!! (997) Posted by Hello
You think I'm satisfied ...? Posted by Hello
Oblawa, oblawa na Piekne Prosie oblawa!Biegnij Prosiak, Biegnij!!!!! Posted by Hello
KATERPILAR SPOTKANY NA SPACERZE DZIS! Posted by Hello
MY BEST FRIENDS ON THE WALK ! Fabulous .... Posted by Hello
Po bezkresnyck polach Tuni chodzi na 2 lapach! Posted by Hello
Zakret na Debowej ... Magic Spot! Posted by Hello

środa, lutego 09, 2005

PISANIE ... NOCNE BUDZENIE czyli TUNI MA SRACZKE!

Dzis najbardziej frapuje mnie rozwolnienie mojego Ukochanego! Okolo 24:00 Tuni zamiast zapukac pazurkiem do drzwi mojej sypialni ( jakze teraz piekne) - zapukal do drzwi wyjsciowych/wejsciowych. Wstalam i okazalo sie ze PIES czuje wielkie parcie ... Kolejna pobudka byla o 6:00 rano, Tuni lezal pod drzwiami i piszczal .... (co nigdy przenigdy mu sie nie zdarza). Zapodalam mu leki i teraz spi - wiec chyba wszystko na dobrej drodze do wyzdrowienia. Domyslam sie, ze sraczka mojego psa nie jest dla WAS interesujaca, jednak dla mnie dzis jest najwazniejsza. Bo Tuni jest wazny i tyle! Znow te przywiazania, ech.
Pisanie szlo wczoraj calkiem calkiem, sa juz dwie bohaterki, jest i ojciec rodziny ... i sekrety ... tyle ze ja za cholere nie mam pomyslu, w ktora strone ta powiesc powinna lezc ...czy w taki klimat intelektualny czy raczej klimat akcji?
Mam taka jedna zupelnie anonimowa netowa kolezanke, mlodsza o 11 lat. Wczoraj jej i tylko jej wyslalam pierwsze napisane strony i byla zachwycona ...
Well, dzis ide do kina na "W strone morza". Do kina z Dominikiem. Od wiekow nie bywalam w kinie ... tzn. z Kaczorem i z Mackiem tylko.
Zreszta luz jest na maksa.
Pisanie jest najwazniejsze, zawsze bylo. Dla pisania moge wyrzekac sie rzeczy i ludzi ... choc to brzmi upiornie!
Pogoda przednia - mroz i slonce.
Dzwonili z radia zlote przeboje, ze zapraszaja w poniedzialek na II etap rozmow kwalifikacyjnych. Jesli mam zostac jednak handlowcem, trudno. Byle pensja byla gites!
Mam Trojana w kompie i nie moge pisac ani odbierac maili.
Trojan jest jak zla emocja .... niech se posiedzi przez chwile ... no!

wtorek, lutego 08, 2005

busy writer - preparations

wiec .... zaczynam pisac i to tak na powaznie, pomysly na opowiadania sie skonczyly, bo emocje ostygly ( hehehehehehehe) Rest In Peace Emotions!
W tej chwili nagrywam sobie kasete do pisania, zeby mogla sobie na okraglo leciec ... zaczynam od piosenki "Wada Na Tod" by Lata Mangeshkar ( brzmi z japonska - powiedzialabym) - to z sountracku do Eternal sunshine of the spotless mind ( polecam!). Musze doprac naprawde dobra muze, bo od tego jakkolwiek duzo zalezy,moze nawet cale moje zycie, hm?
Pies wyspacerowany i najedzonya a dopiero 10:42. Ja - najedzona, bo mam straszliwie zarta gebe ostatnimi dniami! To chyba zima! Zima jest zarloczna.
Kaczica w robocie ... oby wreszcie ja porzucil !!!

Jedna piosnka juz nagrana - teraz: "Everybody's Gotta Learn Sometimes by Beck
Ta jest wyjatkwo piekna!!!!!! Oh well ! CUDOWNA!
Pozegnam was teraz ozieble! "Change your heart look around you
Change your heart ...(...) I need your ... like the sun shine ... "

poniedziałek, lutego 07, 2005

polemika:Wiosna, Lato, Jesien, Zima

letter

"uważny do granic, nie oceniający" - byłem dziś na filmie, więc polemizuję. nie sądzisz, że taka wielkość duchowa nie zna co to uważać, co to oceniać........ więc nie zgadzam się; a film przyjąłem dość chłodno więc będę zaszczycony, jeśli powoli ale intensywnie mi go wytłumaczysz, bardzo proszę, pełen nadziei i pokory, że dane mi będzie podzielić tą ogólną (zdaje się) euforie; może ja już naprawdę dziadzieję, niepokoję się....... dobrych snów, po prostu dobrych.......”

Dear Sweet Very Bright Man

Jest 8:30 – niedawno zwlekłam się z wyrra ( wczoraj wstawiłam do sypialni nową drewnianą biblioteczkę na książki – serdecznie zapraszam, byś ją kiedyś wkrótce zobaczył), wczoraj też 400 razy powtórzyłam czterowersową mantrę Schronienia. (Jest taka książka „Manta Czaszki” ale .... to nie ma z tym chyba nic wspólnego).

Zacznę od tego, że medytując, a właściwie post medytacyjnie wczoraj ... dotarło do mnie, że buddyzm nie jest narzucającą się filozofią. To, że czujesz, jak jest dobry, nie sprawia absolutnie, że masz ochotę nawracać innych. Czasami myślisz sobie: jak wspaniale byłoby gdyby medytowała twoja matka. Myślisz, że wspaniale byłoby, gdyby medytowali twoi najbliżsi ... i na tym koniec. Możesz im powiedzieć, jak wiele daje ci to łączenie się z najwyższymi formami buddów i czekać ... może też zechcą spróbować, ale jeśli nie zechcą – trudno.

Zaczęłam od tego, bo film o którym rozmawiamy „listownie”, jest filmem buddyjskim zdecydowanie. Dlatego jakaś introdukcja byłaby pewnie wskazana, acz nie niezbędna.
Moja przyjaciółka była kiedyś ( nawet nie ze mną ) na buddyjskim wykładzie. Wychodząc powiedziała: „ To wszystko bardzo pięknie brzmi ale jest nieludzkie ...mamy wyzbyć się własnego ja? Zrezygnować z tego, co jest dla nas takie ważne? Ależ to bez sensu! mamy uwolnić się od przywiązań do ludzi i rzeczy? uwierzyć, że nieważne jest, jak postrzegają nas inni? Że inni wcale nie muszą nas kochać, że to nie czyni szczęśliwym?”. I już więcej na wykład buddyjski nie poszła. Medytowała jeden raz. Spodobała jej się medytacja, ale nie spodobało jej się podejście.
Podejście buddyjskie łamie zastane w głowie i bardzo utwardzone schematy. Kiedy rozmawialiśmy ostatnio powiedziałeś, że ważne jest dla ciebie, by byli ludzie o których się troszczysz i którzy troszczą się o Ciebie, że to czyni Cię szczęśliwym. I że proste rzeczy również, jak pokonywanie kolejnej przeszkody na wybranej drodze ... To drugie jest buddyjskie, to pierwsze nie.

Buddyjski Lama, czy sam Budda,( zresztą buddyjski lama, jak i każdy z nas, w jakimś sensie jest buddą, człowiekiem, który jeszcze nie odkrył możliwości swojego umysłu, swojego potencjału) ... zdaje się człowiekowi żyjącemu standardowo, według przyjętych schematów, według utartych przesądów, istotą zupełnie odrealnioną, ZBYT DOSKONAŁĄ, w związku z tym obojętną ... Nadmiar doskonałości, obojętność – to w naszym, mającym romantyczne korzenie języku - pojęcia pejoratywne.
Jak można tak trwać na wyspie, nie robiąc tak naprawdę nic ważnego, nie poświęcając się, nie pomagając, nie angażując się w sprawy tego świata? To „nieludzkie”. Ale jedyna „nieludzkość”, to ten właśnie utarty, schemat postrzegania, myślenia o rzeczywistości, o sobie i innych. W obojętności Starego Mnicha na rzeczy świata tego, nie ma nieludzkiej obojętności, jest OBOJĘTNOŚĆ INNA. Nie można stać się w ten sposób obojętnym, z dnia na dzień. To lata praktyki nad wyzbyciem się tzw. przywiązań, które za zadanie mają tylko jedno – unieszczęśliwić nas. Bo do czego się przywiążesz, to chciałbyś zatrzymać, a w życiu zatrzymać nie można niczego – pisał nie buddysta Oscar Wilde.
Cierpimy bo boimy się coś stracić ... strach to ojciec i matka agresji. Agresja to powód naszego gniewu, a gniew to już naprawdę rzeka paskudnych emocji, którą płyniemy.
Uważność mnicha z filmu – uważność, której jak twierdzisz na takim poziomie nie ma – jest obecna przez cały czas, w jego każdym spojrzeniu, w jego zainteresowaniu obserwacyjnym, bo nie emocjonalnym drugim człowiekiem, któremu chce pomóc na drodze. Ta chęć pomocowa jest jednak nie do końca indywidualna, ale raczej to chęć pomocy nie partykularnemu indywiduum ale wszystkim istotom.
Bo ta pozorna obojętność, jest tak naprawdę umiłowaniem wszystkich istot i chęcią przynoszenia im pożytku. Niebuddysta pragnie pożytku tylko tych najbliższych ... tylko tych, do których jest przywiązany, człowiek bliski oświecenia – myśli o wszystkich istotach na równi. Myślę, że gdyby istniał Bóg, to właśnie w taki sposób kochałby swoje stworzenie, nie wybiórczo ale całościowo, doskonale.
Łatwo jest kochać osoby, które coś nam dają ... trudniej osoby, które nie mają z nami nic wspólnego ...
To, że stary mnich z filmu przyjmuje rozdygotanego codziennością młodego mordercę z powrotem ... świadczy o jego głębokim zrozumieniu rzeczy, takimi jakie one są. On nie mówi i nie widzi w tym człowieku „mordercy”, widzi nadal tylko istotę, potencjalnego buddę. Narzucanie etykiet, stemplowanie ludzi, jest nie buddyjskie. Jest utartym schematem naszego funkcjonowania , które najczęściej jest dysfunkcyjne.
Gdyby Mnich ocenił tego człowieka, czy przyjąłby go z powrotem? Ocena pociąga za sobą sąd, a sadem za morderstwo jest raczej potępienie. Za każdym razem, kiedy oceniamy , przestajemy rozumieć drugiego człowieka. Np. psychologia, czy jej głównym założeniem nie jest wysłuchać i rozumieć? Gdyby oceniała, czy ludzie rzeczywiście by jej potrzebowali? Czy ocena i tak pognębionej istoty, nie doprowadzi do jeszcze głębszego pognębienia? Czy nie lepiej dać do zrozumienia, że człowiek błądzi, bo po prostu nie wie ... Czy to nie Sokrates powiedział: znać dobro znaczy je czynić? Czy to nie buddyjskie.
Dear, Bright and Very Sweet – moje wyjaśnienie nie jest zapewne wyjaśnieniem, tylko próbą wyjaśnienia. Moja znajomość buddyzmu jest zbyt wątłą. Pamięć o filmie również zatarta codziennymi wydarzeniami. I próbą uważności.
I tak – w swojej drodze do oświecenia i wyzbycia się przywiązań, z pokorą, cierpliwością i mam nadzieję UMIAREM – pozdrawiam Cię o poranku, dziękując za to krótkie wyzwanie i oczekując spotkania środowego w kinie
pozdrawiam
z wyrazami szacunku dla wszystkich części twojego ciała, i największego dla twojego beautifull MIND
Sylwia

niedziela, lutego 06, 2005

book time

zgubilam piekny klips i teraz moge nosic tylko jeden, trudno. Od miesiaca nosilam te klipsy kupione na baluckim w kieszeni kurtki i jeden odszedl .... w sina dal:)
Dzis slonce ze tylko oczy mruzyc.
Mam wizje na ksiazke i chyba dzis, w urodziny mojej matus 6 luty!!!! zaczne ja pisac. Mam lekka wizje tej ksiazki - dwie zupelnie inne kobiety spotykaja sie w bardzo dziwnym miejscu.
Ale nie wiem, czycos z tego pisania wyjdzie, bo ostatnio zaczelam i wyszedl shit.
Jest prawie minus 10 stopni mrozu. Czu auto znow zrobi stop?
Ale nudze, u la la :)

sobota, lutego 05, 2005

straszliwe przejedzenie

jak to brzmi ... zupelnie jakbym byla NASYCONA - jakby Hamsunowski glod ... nie byl moja kategoria ... u la la - powiem z francuzka, jakkolwiek to zabrzmi.
Zreszta dla kazdego zabrzmi inaczej.
Dzis zamiast na jezdzic na lyzwach, wypilam kawe z Dominikiem Ewity. Dzis tez rozmawialam z moja Ewi - Alicja z mojego lustra na gg.
Z Dominem gadalismy o "nie odkladaniu rzeczy na nigdy". Tzn. on ma zupelnie inny punkt widzenia, uwaza, ze mozna sobie cos na dluzsza mete zaplanowac i realizowac, mysle, ze to zdrowe podejscie ( ja takiego nie mam). Domino mial piekny sweter (home made - jak powiedzial). Taki goralski style!
Dlaczego z lyzew nici? Bo lyzwowy partner ma zwichniete palce u prawej reki i reke w gipisidle. Domino is realy sweet one :)
Dzis tez widzialam niezwykle slodka i dobra istote o imieniu Lu.
Lu zabral Prosiaczka, czyli Tungusa i odplynal z nim w sina dal .... w sina dal ...
A na mnie czeka Gatsby ... wiec zaraz wale sie na wyro, bo czuje sie wyczerpana ( to wynik NASYCENIA).
Kaczica smiga teraz na baletach ( dance dance dance). Odwiedzil mnie tez Maciek Berdysza ( kazdy czlowiek wystepuje u mnie w odniesieniu do innego czlowieka - zauwazyliscie: Domino Ewity, Moja Ewita,Maciek Berdysza, Moj Kaczor ... ). Lu nie ma odniesienia. Chyba ze odniesienie do swojego Taty albo mamy. A moze Lu ma odniesienie, o ktorym ja nie wiem?
Kazdy powinien miec dokad pojsc ...Ale czy kazdy powinien miec odniesienie? Czyja jest np. Sylwia? Chyba Tungusa. Sylwia to Pani Tungusa.
Czyja jestem, gdzie przynaleze?
Retoryka pytania.

folkowo, porannie ... sobotnio - samotnio :)

Well, wczoraj napisałam kolejny numer Pabianewsów ( to już piąty).
Nie znacie zapewne Pabianewsów – więc żałujcie.
To taka max fanica, chociaż ostatni numer nie jest aż tak śmieszny, ale to może być tylko moje mylne wrażenie.
Wczoraj postanowiłam zrobić sobie "piękną sypialnię". Przestawiłam biała spleśniałą biblioteczkę na książki ( przestawilam z książkami) i ona już na nowym miejscu nie chciała stanąć .... półeczki, jak świeże bułeczki pospadały razem z książkami. BUM BUM BUM
I pozostało tylko, w głębokim dramatycznym geście, wynieść półkę na śmietnik.
Książki ( około 300 pewnie) stoją teraz na podłodze, piętrząc się pod oknem, jakby chciały powyłazić. Ale najgorsze jest, że drzwi się nie zamykają, bo tarasuje je inna biblioteczka ( też chybotliwa, po przemeblowaniu). Cóż ....

Z Maruszką Kaczorem wybraliśmy się wczoraj out for dinner. Tungus nie poszedł bo nie jada spagetti. Pysznie było.
Dziś ostatnia sobota karnawału. Chyba idę na łyżwy, a co później nie wiem? Może „Wielki Gatsby” Fitzgeralda ( wczoraj rozpoczęłam lekturę). Jak to możliwe, że nigdy wcześniej nie czytałam tej książki?
Wczoraj też po raz trzeci robiłam Medytację Schronienia ( znów udało się powtórzyć 4 wersową mantrę tylko 200 razy). A do urodzin chciała zrobić 11 tys. razy. Myślę, że gdybym zajęła się TYLKO medytacją, to dałabym radę.

Słucham polskiego folku ( nie wiedziałam, że taki jest ... chyba większość z nas nie wie) a już za chwileczkę obejrzę sobie „Samotnych” – by David Ondricek.

W niedzielę urodziny Violetty – mojej Matuś. Trza się wybrać po prezent!
Ale najważniejsze – trza tam być i uściskać!

(Chyba czas na poranną kupę ... – to dość intymne wyznanie a na pewno analne).

Kiedy słucham tej polskiej folkowej kapeli ... to nie słyszę wcale słów ... Cudnie medytuje się przy tej muzie.

piątek, lutego 04, 2005

PLANETA ...

Planeta, na której mieszkam zamarzła !
I nie mam ochoty nikogo na niej widzieć, z wyjątkiem kilku zaproszonych i ciepło wyposażonych. Pozostali ... zdechną tu. Chyba że mają wizję zdechnąć, wtedy they are welcome.
Czuję energię i nie wiem, czy dobra jest, czy zła, jest mocna, więc ją biorę. I jestem trochę zła ... Każdy bywa czasem zły, prawda? Chyba, że jest uniwersalnie zły ... eh.
Nigdy więcej sztucznych słów o przyjaźni, tam gdzie jej nie ma.
He can reach me on line, he knows where I am, if he feels like he might come. But he never does. Why? Because. There is no answer. Or there is an answer but I don’t know it, and I do not long to know.
I’ve got my gun back
uffff

Brainstorm - She's My Love

Someone wants her body,
And someone wants her mind,
And someone tells the stories,
'cos someone wants her time

And someone wants her bedroom,
And someone wants her smile,
And someone wants to love her
To love her for a while

She's my love
I left her alone behind the door She's my love
She'll never be loved by anyone anymore
She's my love
She'll never be loved by anyone

And someone wants to take her,
And someone wants her dreams,
And someone wants to play games,
And she knows what it means

She's my love
I left her alone behind the door
She's my love
She'll never be loved by anyone anymore
She's my love
She'll never be loved by anyone
She's My Love...

czwartek, lutego 03, 2005

POEMICA

......... czy paczki smakowały?
-tak paczki były wyśmienite
......... jak minął dzień?
-byłem zapracowany
.......... oj widzę, że nie mamy
sobie zbyt wiele do powiedzenia
-ależ mamy
c i s z a

......... co w sobotni wieczór
ostatni wieczór karnawału?
-zapiję gdzieś
........... ach tak
-o co chodzi z tą gazetą?
............pisałam już
-aha
c i s z a
A można było powiedzieć:
może nachlamy się
po prostu wódki,
bo się mówiło
o wspólnym chlaniu
albo: może pogadamy
sobie
na trzeźwo
albo: czasami miałbym
ochotę cię zobaczyć

Ale mówi się:
-pa pa pa pa pa pa pa
A dlaczego tak się
mówi?
A dlatego!


3 lutego 2005
"Tacy bylismy" Posted by Hello

MAYBE ...

"Maybe some woman aren't meant to be tamed.
Maybe they need to run free
untill they find someone
just as wild to run with"
(Sex & the city)

Spodobal mi sie ten cytat juz wczoraj i nafali Sex and the city zaczelam szukac filmu Sidneya Pollack'a: " The way we were" ( Tacy bylismy) z R. Redfordem.
Podobno konczy sie nastepujacym tekstem: "Hubell, your girl is lovely".
To film o milosci w trudnych czasach ...O dzikiej kobiecie (Barbara Straisand - Kati), i mezczyznie(Hubbell) ... ktory nie potrzebuje dzikiej kobiety, tzn. potrzebuje ale NIE POTRAFI .... wiec znajduje inna , taka "lovely girl" ...
I jeszcze jeden cytat ( z polskiego filmu "Zaklad"):
"Najlepszym lekarstwem dla buntownikow
jest samotnosc"

środa, lutego 02, 2005

"Ja" ktorego nie ma :) Posted by Hello
Moj piekny pasek ( wszystko zdaje mi sie piekne .... ) Posted by Hello
Happines Posted by Hello
The Tiger Of Mine Posted by Hello

ŻYCIE PABIANIC JUST CALLED ME!

W życiu każdej kobiety jest zawsze 2 mężczyzn. Ten niezwykle ważny i ten dla którego ona jest niezwykle ważna. Rzadko kiedy ten pierwszy - ważny dla niej jest istotą odwzajemniającą. Choć podobno lepiej uwielbiać niż być uwielbianym ...
W życiu każdej kobiety jest ten moment, kiedy ona pyta siebie: i co teraz? Kiedy miałam 20 lat nie pytałam : „i co teraz” ale już za 16 dni skończę swoje OSTATNIE dwadzieścia lat. I to pytanie, z gruntu głupie ciśnie się na usta, z gruntu otwarte i chętne do rozmów i nie tylko.
Bo to pytanie ” i co teraz?” jest pytaniem, którego ja osobiście wcale nie chcę sobie zadawać. I dlatego w ramach buntu, który jest przywilejem uciśnionych i nastolatków, wcale go nie zadam. Już nigdy.

Jeżeli jednak nie zadam pytania:„i co teraz”, a zdecydowałam, że nie, o czym będę pisać? To miało być pytanie wyjściowe. Taki krok – kop do przodu? Zastanawiam się jednak, na ile byłoby ono krokiem do przodu a na ile uwstecznianiem i resentymentem. Jeśli nie wiecie, co to resentyment, a macie prawo nie wiedzieć, bo nie studiowaliście zapewne filozofii, zapraszam do słownika. I nie chodzi o to, że zakładam, że czytają mnie ignoranci, ale to też zakładam.

Nie chcę sobie zadawać wielu pytań.

WIADOMOSCI Z OSTATNIEJ CHWILI - dzwonil redaktor naczelny Zycia Pabianic , powiedzial: Wczoraj wyslala do nas Pani teksty, przeczytalismy i chcemy sie spotkac, moze w piatek ok 12:00? - - Oh tak, tak, tak - odkrzyknelam. Wiec moze nie stweradesa? Wracam do mojego pisania. Moje pisanie i przestrzen mojego umyslu, to j e d y n e frapujace mnie reczy.
Mam jedna piete achillesowa. To kobieta. Jestm do niej zbyt mocno przywiazana. Pozostalym odpuszczam. I niech i mnie odpuszcza. CMOK.

wtorek, lutego 01, 2005

STEWARDESA

Moje poszukiwania .... zarowno duchowe jak i materialne prawadza ku gorze, hehehe - jak widac, dzis dostalam zaproszenie .... na rozmowe do Irlandzkich Linii Lotniczych .... rozmowa 12 lutego o 9:00 w Warszawie. Czy szykuje sie totalny odlot dla SS - Stewardesy Sylwii?
Mysle, ze to mogloby byc naprawde cos! Polaczenie podrozy z zarabianiem kasy i poznawaniem ludzi. I mysle, ze moja niestalosc jesli chodzi o bycie w jednym miejscu bedzie tu tylko atutem! Matus jest przerazona, powiedziala: "Wszystko tylko nie to!".
W kazdym razie ja w to wchodze, na razie wchodze w ta rozmowe ...
I dzis byl kolejny dzien wrozb I-Ching -"Dogladanie krowy przynosi pomyslnosc". Podobno jesli swiatlo jest w srodku to oswietla to, co na zewnatrz i ze te dwa swiatla winny sie przenikac! I wazna jest TRWALOSC i praca nad soba i uwazna ostroznosc, co by szans nie zaprzepascic. Zeby rozproszyc ciemnosc na zewnatrz trzeba rozswietlic wnetrze i swiadomosc.
Niezaleznie od okolicznosci.
Pomyslnosc. Mozna ogien swiadomosci rozjasnic czerpiac od innych. Otwarty umysl to najwiekszy skarb. Madrosc nalezy wykorzystywac w codziennosci.
Jesli umysl jest otwartu, gdziekolwiek idziesz tylko przyblizasz sie do szczescia. I trzeba jeszcze powstrzymac "zle" mysli...
To byla odpowiedz jesli chodzi o "robbo" czyli robote, co to kase i satysfakcje daje.
I jeszcze jedna wrozba ... ale sekretem bedzie, o co pytalam ...
ENTUZJAZM - zdecydowane dzialanie i pokora, harmonia. Cnoty manifestuja sie w entuzjazmie. NIE NALEZY WATPIC. Wierzyc we wlasne sily i byc zdecydowanym. I jeszcze jedna piekna mysl: "Kazdy powinien miec dokad pojsc" Podazajac za natura, odnalezc mozna wlasciwa droge. Uczciwosc przynosi powodzenie. Sila Ziemi - uleganie, gietkosc, wrazliwosc, pokora, dojrzala biernosc. Sila w uleglosci!
Wspomagac innych zyczliwym slowem. Przyjmujac wzmacnia sie tych, ktorzy obdarowuja.
Well ... FORTUNA MAJOR!

tekst na dziś

Lay beside me,
tell me what they've done
Speak the words I wanna hear, to make my demons run
The door is locked now, but it's open if you're true
If you can understand me, than I can understand you

Lay beside me, under wicked sky
The black of day, dark of night, we share this paralyze
The door cracks open, but there's no sun shining through
Black heart scarring darker still, but there's no sun shining
through
No, there's no sun shining through
No, there's no sun shining...

What I've felt, what I've known
Turn the pages, turn the stone
Behind the door, should I open it for you....

What I've felt, what I've known
Sick and tired, I stand alone
Could you be there, 'cause I'm the one who waits for you
Or are you unforgiven too?

Lay beside me, this won't hurt I swear
She loves me not, she loves me still, but she'll never love again
She lay beside me, But she'll be there when I'm gone
Black heart scarring darker still, yes she'll be there when I'm
gone
Yes, she'll be there when I'm gone
Dead sure she'll be there...

What I've felt, what I've known
Turn the pages, turn the stone
Behind the door, should I open it for you....

What I've felt, what I've known
Sick and tired, I stand alone
Could you be there, 'cause I'm the one who waits for you Or are you unforgiven too?

Lay beside me, tell me what I've done
The door is closed, so are you're eyes
But now I see the sun, now I see the sun
Yes now I see it

What I've felt, what I've known
Turn the pages, turn the stone
Behind the door, should I open it for you....

What I've felt, what I've known
Sick and tired, I stand alone
Could you be there, 'cause I'm the one who waits,
The one who waits for you....

Oh what I've felt, what I've known
Turn the pages, turn the stone
Behind the door, should I open it for you.... (So I dub thee
unforgiven....)

Oh, what I've felt....
Oh, what I've known....

I take this key (never free...)
And I bury it (never me...) in you
Because you're unforgiven too....

Never free....
Never me....
'Cause you're unforgiven too....
Oh
--------
Metallica - The unforgiven II

Gotując przeterminowany ryż ....:)

Gotując przeterminowany ryż ....

Gotując ryż trzeba być uważnym .... może wykipieć, zalać kuchenkę, spalić się i tysiące negatywnych możliwości, a optymalne rozwiązanie to ryż twardawy i nadający się do zjedzenia.
Tak więc gotując ryż ( przeterminowany ) uczę się uważności , wręcz praktykuje uważność.
Gadam sobie na gg z Juli – wpadłam na pomysł wydania się za maż dla pieniędzy. Kumacie klimat - ktoś dostaje obywatelstwo a ja ileś tam tysięcy .... Myślę, że to przednia idea. Poruszyłam już odpowiednie struny.
Od Juli dowiaduje się, jak źle dzieje się w dzisiejszych małżeństwach, tzn. jak źle dzieje się ustatkowanym – małżonkowie sobie powszednieją, obrażają się wzajemnie, biedują bez kasy ( najczęściej), nie mają ochoty opiekować się dziećmi ani sobą. I piszą o sobie paszkwile na gadu gadu .... Uffff. A nocami pewnie odwracają się do siebie plecami.
Wysłałam dziś do kilku gazet napisane artykuły: jeden o Kosowie, drugi o Alsace i jeszcze tekst z Tyńca.
(biegnę sprawdzić ryż)
Ryż jest gites – bez masła tylko z vegetą .... ale smakuje!

Zauważyłam że ludzie chętnie kłamią ... Mój kolega M. ( ale nie Marcin czyli Kaczor) twierdzi np. że rozstał się ze swoją dziewczyną ... ale nadal z nią mieszka ....I najbardziej dziwne jest w tym, że akurat ze mną może być szczery, bo ja do jego mieszkania, czy nie mieszkania z dziewczyną nic nie mam.

Dziś w nocy dwa razy śniło mi się, że Lu ma dziewczynę, miała na imię Beata. Skąd takie sny?

Wczoraj brat Lu – Peter – naprawił mi auto! Tu wielki ukłon w jego stronę. Lu świece wymienił, Peter świece wkręcił ... i przeczyścił klemy. Tuni mnie zaczepia, on już zjadł swój ryż, ja mojego jeszcze nie ....

„Tuni, stop in the name of hunger!”

Czuję, że wygrywam moją walkę ... to walka na wielu płaszczyznach. Wygrywam walkę o siebie, ze sobą. Już za chwilę zostanę ZWYCIĘZCĄ.
Podoba mi się nawet, kiedy pada grad. Kiedy tnie prosto w oko.