środa, lipca 31, 2013

Kto jeździ tramwajami i autobusami?




Dawno już nie jechałam tramwajem. Dlaczego?

Bo jestem babą z samochodem, która się rozleniwiła.
Wczoraj  jednak, kupiłam bilet i stanęłam na przystanku autobusowym. Czekałam na 99.
Czekałam kilka minut. Nadjechało. Wsiadłam i nawet usiadłam. 

Obok mnie stary rockendrolowiec ( bardzo stary rockendrolowiec z bardzo dużym brzychem w bardzo dużej koszulce). Z wielkimi słuchawkami na uszach, z bardzo długimi włosami ( plus łysina na środku głowy), z kitulcem tłustulcem na plecach.

Wcisnęłam się na miejsce obok niego. Przy oknie, na przeciwko siedziała młoda stara ( taka jak ja) w krótkich jeanoswych spodenkach i  podkoszulku. Starałam się nie skupiać na jej udach, ale cały czas oko uciekało. Uda  miała całkiem ok. Twarz już nieco zużytą, ale tak od tyłu, to spokojnie 28 latka przy lekkiej kości. Też ze słuchawkami na uszach.

Pomyślałam, że każdy wiek ma swoje ubiorowe prawa ( głos kobiety w berecie) i pewnie wyglądałaby lepiej w stroju spódnica i bluzka ( sama taki właśnie miałam).

I nie tylko miałam na sobie spódnicę za kolano, bucik na obcasie i białą bluzkę w kwiaty ( ale kwiatów mało), ściskałam też w moich spracowanych, żylastych dłoniach 2 prawdziwe REKLAMÓWKI!

Jedną ze świata książki ( w niej dwie pozycje Vonnegut: Śniadanie Mistrzów plus Albert Wass, jakiś węgierski bóg literatury: „Czarownica z Fubtinel”). W reklamówce wciśnięte były też spodenki z lumpeksu, takie z gumką za kolanem, biała bluzeczka z kwiatami i cekinami w stylu : rusałka i jeansowa koszula Vintage – inspiracje Martyną).
Ściskałam te  torby na kolanach, a pod pacha prawdziwą kobiecą, skórzaną torebkę.
Byłam kobietą z autobusu w 100%!

W autobusie wcale nie śmierdziało, ani kiełbasą, ani potem, ani kurczakiem, ani czosnkiem. Pachniało normalnie.

Nienormalne słowa dochodziły tylko „ z kabiny pilota”, czyli od kierowcy, który miał przecież zmianę, więc po co ten 2 kierowca się stawi,ł i co to kurwa jest i w ogóle jakiś burdel na kółkach. Później zgłaszał się na dyżurkę i głośno rozmawiał przez CB radio. Z tej rozmowy dowiedziałam się, że najważniejsze to stawić się w robocie o czasie, a cała reszta ….. trudno, cała reszta jest nieważna.

Nie pamiętam, kto siedział dokładnie na przeciwko mnie, ale wiem za to, kto siedział  boczkiem tuż za tą osobą : kobieta matka ziemia. Trudny do określenia wiek, siwawe naturalne włosy, krótkie, kręcone, piękne pełne usta i takie żywe, błyszczące niebieskie oczy. Księżniczka, naprawdę księżniczka.
Wgapiałam się w nią, bo była fascynująca. 

Takie wgapianie się oczywiście nie przystoi Pani w autobusie, szczególnie kiedy  trzyma w ręku prawdziwe reklamówki. 

Na jednym z wielu przystanków wsiadła znajoma Pani ze „ Spalonego Sklepu” , oficjalna nazwa : SAM SCAN” – przywitałyśmy się skinieniem głowy. Nie wiedziałam, że kuleje, teraz już wiem.

Zawsze siedzi za kasą albo, jak to się dziś mówi: „ na kasie”. Określenie siedzieć na kasie, kojarzy mi się z kobitami, które mają tony pieniędzy i na nich siedzą.
Takie, co to warto napadać ( wskazówka dla złodziei). 

Krew kobiety ze Zgierskiej jednak mocno płynie w moich żyłach.
Dlatego złodziej milszy mi niż przechodzień.

Na przystanku tuż przy Targowisko Dolny Rynek ….. ( jakie wzniosłe określenie na ryn bałucki : targowisko!), wsiadła Para- Jacek i Barbara: ona grubica, z wytrzeszczem, autentycznym wytrzeszczem. On … taki szczupły, ale jak rzepa chłop na schwał, spodnie jasne, czyste, odprasowane, koszula w środeczku, a na tej koszuli napis po angielsku: get another Mac ( Apple).

Pomyślałam, że ten koleś pewnie nigdy nawet nie widział komputera mac i pewnie nie zobaczy, ale reklamuje na plecach zupełnie bez świadomości.
Jak ten Jacek się nad tą  Barbarą w tym autobusie prężył. Jak ona radośnie świergotała. Wisiał nad nią cały objuczony reklamówkami. 

Była też para, stojąca tuż obok: pani dupiasta około 50siątki z malutkim mężem. Takie przykładne małżeństwo. Ona ubrana bez gustu, zielona podkoszulka z rękawem z koronki, do tego bardzo kwiecista spódnica w turkusach, opinająca się na naprawdę solidnej dupeczce. 

Siedzieliśmy, staliśmy, opieraliśmy się – autobusowe bractwo w drodze. 

Mój przystanek to był naprawdę przystanek najlepszy ( może oprócz tego Targowiska) – 11 listopada TESCO. Kobieta z reklamówkami po prostu musi wysiąść przy  Tesco.

Wysiadałam, życzyłam miłego dnia Pani ze Spalonego Sklepu. Oni mnie też. 

W drodze do domu, tachając reklamówki, z których byłam tak dumna w autobusie, weszłam do „Naszej Piekarni”, kupiłam   w s z y s t k o   na zalewajkę (!), czy można być bardziej gospodynią? Czy można?