Mam matke szaloną, starego profesora, który jest moim ojcem, miałam chłopaka - zwał się Lu, mam przyjaciela Kaczora i Tungusa Boya - to mój pies. Wychodzi z opisu, że jestem "posiadaczką" - ludzi - nie rzeczy. Zresztą nie jestem wcale posiadaczką ... posiadanie odziera ze szczęscia a ja pracuję nad byciem szczęśliwą, odkrywam, że jestm ... well
poniedziałek, listopada 25, 2019
Lament
tyle osób żyje w strasznej biedzie:
pani z blond włosami,
myślałam, że ma 50 lat
ma trzydzieści
powiedziałam jej: przecież jesteś młoda,
przecież jeszcze tyle przed tobą
przecież życie
ale dla niej życje jest smutkiem
najpierw ktoś ją w sobie rozkochał
potem ją zostawił
z dzieckiem w brzuchu
rodzina wywaliła ją z domu
i mieszkała nigdzie ze swoją córką
jej córka wygląda dużo poważniej
niż na swoje 11 lat
a jak ma wyglądać
musi sobie radzić
w izbie bez ciepłej wody
w izbie w której wszystko jest stare
i tylko pies się cieszy
Łatka - znajda na krótkich nogach
Łatka pozwala się pogłaskać
i chociaż jest nieufna
to ufa bardziej niż jej pani
los nie zawsze sprawiedliwy
nie jak oliwa
tym wszystkim ludziom
tak łatwo jest pomóc
trzeba ich tylko zobaczyć
i przestać być
takim jebanym, samolubnym
skurwysynem
piątek, listopada 22, 2019
Wiersz z 5:00 nad ranem
Zbudujmy z klocków konia
po raz ostatni, na pożegnanie
Dzieciństwa
Klocki są niebiesko żółte
i czerwone
Kupiłam je dla ciebie
w małym sklepie,
wydawało się, że nie tak dawno temu,
a to już będzie z pięć lat
Jak się ma lat trzydzieści kilka,
pięć lat to tylko chwila
Jak się ma sześć
sprawa wygląda inaczej
Czas, cały czas się zmienia
i cały czas n a s zmienia
Na poczatku zmienia nas szybciej
później wolniej, a kończąc nas
znów szybciej
Zbudujmy więc tego konia
z klocków Dzisiaj,
bo jutro spakujemy je do worka
i oddamy innej
j e s z c z e małej dziewczynce
22 Listopada 2019 (05:40)
czwartek, sierpnia 29, 2019
Zgoda buduje, niezgoda .... sami wiecie
Dziś ( piszę to na świeżo) odzyskałam Moją Przyjaciółkę, właściwie chciałam napisać: Siostrę. Bo nie wiem, czy wiecie mam w realu dwie siostry. Prezent od ojca. Tylko, że co z tego. Najmłodszą widziałam 12 lat temu, kiedy byłam jeszcze w ciąży, średnią zaraz po urodzeniu Ady - 11 lat temu.
Jest więc więź krwi (zawsze uważałam, że te więzi są bardzo mocne). Tak więc mam te Siostry krwi (pół-krwi) i NIC.
Z jedną dzieli mnie ocean, z drugą 300 km. Dzielą nas też wszystkie lata, których nie spędzałyśmy razem, wszystkie sekrety których sobie nie powiedziałyśmy, bo nie żyłyśmy pod jednym dachem.
Dzielą nas już eony czasu.
Dziś odzyskałam Siostrę, która z krwią i nie ma nic wspólnego, oprócz tego że obydwie co miesiąc krwawimy.
Dziś odzyskałam Moją Martynę.
Po trzech latach milczenia, spotkałam ją w kawiarni, w której wcale mnie miało nie być.
Przeznaczenie znalazło drogę.
Cieszę się i czuję ulgę.
Czuję radość, że znów będziemy się sobą dzielić.
Że będziemy się razem starzeć i wspierać i już nigdy suę tak głupio na siebie nie obrazimy.
Bo jesteśmy lepsze i mądrzejsze.
* Mam też Brata. Poznałam go dopiero kilka lat temu.
I choć też tego naszego "razem" było w życiu niewiele, to kocham go, bo jest dobry.
*To był jasny i spokojny dzień z M.
Fajnie, że dziś do mnie wpadłaś, Martyna. Kocham Cię.
poniedziałek, lipca 08, 2019
Chce mi się!
Chce mi się! ( nie rozpatrujcie tytułu w kategoriach seksualnych).
Dzięki osobom, które spotykam na swojej drodze, chce mi się działać, robić coś, po prostu mi się chce.
W codzienności czai się stagnacja. To pułapka. Niby wszystko ok, niby wszyscy zdrowi, a jednak czujesz BRAK. Brak konkretnego działania, brak motywacji i w końcu brak INSPIRACJI.
I nawet jak już przychodzi czas na wolontariat, to sobie myślisz: "nie chce mi się", "gdzieś głęboko nie chce mi się". A wtedy spotykasz LUDZI, którym się chce i już wiesz, że bez działania nie ma pełni życia. Nie ma radości. Nie ma w końcu ... szczęścia.
Aktywni, piękni Ludzie motywują, jak najlepszy sen. Są jak marzenie, które się spełnia.
Takich ludzi spotkałam w ostatni weekend w Krakowie. Ludzie z całej Polski, którym się chce wstać z już przysłowiowej kanapy. Za to spotkanie jestem wdzięczna.
Wróciłam zapalona do działania. I teraz zadanie przede mną : zapalić do działania Innych.
Jak powiedziała Paulina F. - Z małej iskry, zrobić porządny ogień!
Zrobię to dla Pauliny, dla obu Natalii, dla Kasi i dla Joanny i dla mojej Karoliny B, dla Małgosi, Weroniki i dla Innych.
Podpalimy to miasto radością pomagania! To będzie jednak ogień, który nic nie zniszczy, zaraźliwy ogień aktywnego działania!
Łódź jest Rebelią!
poniedziałek, lipca 01, 2019
Piękny gatunek
Piękny gatunek
Wycinamy drzewa i
ustawiamy plastikowe baseny
Wszystko pakujemy w reklamówki
a tego w s z y s t k i
e g o jest dużo
Coraz więcej
Czy to zemsta za to, że nas
po śmierci wkładają do
plastikowego wora?
Kto wie
Nie tylko wycinamy drzewa
i wszystko pakujemy w plastik
Staramy się też żyć
w rytmie praca dom
bez szczęścia
bez refleksji
Liczymy się tylko my
nikt inny już nie
ani nic innego
W końcu
w barze z szybkim jedzeniem
albo restauracji
zjadamy siebie nawzajem
1.07.2019 13:56
środa, czerwca 12, 2019
Każdy niesie w sobie światło radości i cień krzywd
Każdy niesie w sobie swiatło radości i cień krzywd, pamiętajmy o tym oceniając innych.
Ostatnie dwa dni spędziłam w "szpitaliku" na oddziale ginekologii endoskopowej ( ja lubię szpital, szczególnie ten odział i nie boję się szpitala, dlatego mi nie współczujcie).
Na oddział zostałyśmy przyjęte w trójkę: ja, 24 letnia dziewczyna i 60 letnia kobieta.
Od razu zostałyśmy przyjaciółkami. Ja i 24-latka spojrzałyśmy na siebie przerażonym okiem, widząc rosłych studentów, którzy mieliby nas badać. Tutaj jednak zainterweniował mój ulubiony ginekolog:
-Pani Sylwio, nie narażę pani na dodatkowy stres badania przez stydentów -
Ufffff. Ja i młoda dziewczyna odsapnęłyśmy radośnie i nić porozumienia została nawiązana.
Ona z jajnikiem, zabieg na żywo, jeszcze tego samego dnia wyszła.
60-letnia Małgosia, od 20 lat uczęszczała do tego samego gina, który jednak nigdy jej nie badał, robił tylko usg, twierdząc, że wszystko w porządku, Okazało się, że ma guzy na macicy, jak poszła wreszcie do innego gina i dlatego znalazła się w Centrum Zdrowia Matki Polki.
Czasami samo badanie się nie wystarczy, potrzebny jest jeszcze zaufany lekarz, który się zna.
Do naszego pokoju dołączyła nowa dziewczyna. Z wygladu bardzo młoda, bardzo ruda i z długimi paznokciami.
Jakoś tak nam się nie spodobała, bo siedziała cały czas na telefonie.
Kiedy jednak otworzyła już usta by opowiedzieć swoją historię ............. no właśnie.
-Ja już miałam dziecko, więcej dzieci nie planuję - powiedziała.
Kiedy jednak zaczełyśmy kontynować naszą dyskusję okazało się, że jej dziecko zmarło nie dożywszy trzech miesięcy. Śmierć łóżeczkowa.
Opowiadała, jak ostatni raz poszła małą przytulić i o tym, jak później mała była już sina i nie żyła.
Dziewczyna, z której paznokci śmiałam się w środku, okazała się człowiekiem, który doświadczył wielkiej tragedii.
Słuchając jej opowieści, płakałam.
60-letnią Małgosię do szpitala przywiozła siostrzenica. Powiedziała, że mam piękne włosy, więc od razu ją polubiłam. Później poznałam jej historię.
Ma córeczkę i pięcio letniego synka. Synek, jak się tylko urodził zachorował. Kiedy miał 9 miesięcy matka usłyszała diagnozę - rak. Szpital stał się domem dziewczyny i jej synka. Ciocia ( która teraz leżała w szpitalu) z oddaniem zajmowała się jej starszą córeczką ( to dlatego dziewczyna z taką miłością patrzyła na ciotkę, wtedy zrozumiałam).
Dziewczyna spała ze swoim synkiem w szpitalu, na rozkładanym materacyku, pod łóżkiem, miesiacami. Dostawał chemię, nadzór pielęgniarek ale przede wszystkim matka, która nie mogła odejść ani na chwilę od łóżka.
Jak spotkałyśmy się w szpitalu, to ona rzuciła mimochodem, że każdy dźwiga swój krzyż i nigdy nie wiesz, jaki ma on ciężar.
I to jest prawda.
Patrząc na drugą osobę widzimy powierzchownie. Tymczasem w każdym sercu jest cierń i dlatego dobrze jest być dla innych łagodnym. Dobrym. A przynajmniej się starać.
środa, maja 29, 2019
Czy ksenfobia i nacjonalizm wynikają z braku edukacji ?
Po tym, jak John umył naczynia, zadał mi tytułowe pytanie:
- "Czy ksenfobia i nacjonalizm wynikają z eduacyjnych braków ludzi?"
Zastanowiłam się. Dr Mengele nie był niewyedukowany, a był antysemitą i mordercą. Może dlatego, że po prostu był z natury psychopatycznym mordercą, który doskonale trafił na swój czas i miejsce ?
Myśląc o faszystach widzimy, że dobro i inteligencja nie muszą wcale iść w parze. To Sokrates, największy z mędrców uważał, że jak się pozna Dobro, to juz można być tylko i wyłącznie dobrym, a czynienie zła wynika z niepoznania ( jeszcze ) owego Dobra.
W tym też coś jest, jakby się zastanowić. Gdyby wojującemu nacjonaliście dać na ręce małe, czarne dziecko i pozwolić żeby pobawiło się ono z jego "białym" dzieckiem, to mógłby zmienić się w najlepszego wujka.
Nienawiść wynika ze strachu? Z niespełnionego życia? Czy to nie przegrani ludzie wykrzykują w tramwajach : "Czarnuchy siedzą, a my biali stoimy!" i biją Innych.
Generalnie tak właśnie może być. To że cały czas pijesz piwo, siedzisz przed tv, nie masz kasy, poważania etc. - może być przecież winą, jakiejś innej siły ( na pewno nie Boga, od Boga wara) więc może to wina Żyda? Tego bogatego "krwiopijcy"?
Czy na uniwersytetach, jest tak samo dużo nacjonalizmu i ksenofobii, jak na ulicach. Nie. Chyba, że na amerykańskich uniwersytetach, gdzie mama i tata płacą, a dumny z przymusu student z samymi dwójami buduje grupy " White Pride".
U nas też coraz więcej jest uniwerków, które można skończyć, bo pieniądz zapłacony (piniądz).
Z brakiem edukacji wiąże się pewnie dużo więcej braków. Pisząc to generealizuję, bo oczywiście są też niewykształcone osoby, które nosza w sobie ogrom mądrości. Mówią raczej o ludziach, którzy skończyli edukację na podstawówce albo w połowie szkoły średniej i są z tego dumni.
Są dumni z tego, że nie mają mieszkania, pracy i stanowią tzw. " niepracującą szlachtę".
Czy ksenofobia i nacjonalizm to wyniesione z domu naleciałości? Tak też może być.
Jak całe dzieciństwo ktoś ci krzyczy nad uchem: MASONI, ŻYDZI ....
Zresztą czegokolwiek by ci w dzieciństwie nie krzyczeli, to nie usprawidliwa twoich dorosłych zachowań. Jakkolwiek różnice edukacyjne w naszym kraju istnieją. Niektórym dzieciakom nie daje się szans. Co w perspektywie czyni ich ksenofobami i ulicznymi nacjonalistami.
Wynika z tego, że sama sobie przeczę. Czy naprawdę nic nie usprawliwia naszych dorosłych zachowań? Nawet koszmarne dzieciństwo? Z takiego dzieciństwa da się wyjść obronną ręką, ku światłu, ale to udaje się tylko nielicznym. Pozostali płyną podziemną rzeką .... do samego końca swoich dni.
sobota, maja 04, 2019
Kim jestem
Kilkanaście lat temu napisałam w intro mojego bloga " kilka słów o sobie", brzmiały tak:
"Mam jeszcze 28 (tego się trzymam) lat, matke szaloną, starego profesora, który jest moim ojcem, miałam chłopaka - zwał się Lu, mam przyjaciela Kaczora i Tungusa Boya - to mój pies. Wychodzi z opisu, że jestem "posiadaczką" - ludzi - nie rzeczy. Zresztą nie jestem wcale posiadaczką ... posiadanie odziera ze szczęscia a ja pracuję nad byciem szczęśliwą, odkrywam, że jestm ... well"
Mam tyle i tyle lat lat, matkę szaloną, starego profesora, który jest moim ojcem (a którego nie widziałam od lat jedenastu). Mam męża Johna, córkę Adę, mam przyjaciela Kaczora ( love you Kaczor). Tungusa już z nami nie ma. Teraz mam trzy koty: Keja, Minię i Didi. Jestem blisko z moimi przyjaciółkami: Gochą i z Megi Ramięgą i z Karolą. Nadal po latach wychodzi, że jestem posiadaczką ludzi - ( z rzeczy posiadam dom i domowe szpargały tzw. rupiecie). I nadal pracuję nad byciem szczęśliwą, nadal odkrywam że jestem ..... well.
Wcześniej to były cztery linijki, teraz jest niepełne sześć. Więc jednak minimalizm.
Najważniejsze, że otaczają mnie ludzie ze snu. Że moi bliscy są jak marzenie.
czwartek, maja 02, 2019
Telefon od Przyjaciółki. (Teoretycznie oczywiście internet nie służy do zabijania)
Sylwia, przyjeżdżaj na naszą działkę, koleżanka mojej córki od dwóch godzin leży na kocu, przykryta śpiworem i korzysta z telefonu. Korzystała przez cały obiad. Półtorej godziny rozmawiała na "głośnomówiącym". Ona ma 11 lat. Nie skacze, nie bawi się, nie chodzi, nie rusza się. Jedyne co robi to patrzy w telefon. I nawet na spacerze do Arturówka, tak samo. Nie las, nie woda, nie drzewo, ale smartfon.
Wieczorem powiedziałam Johnowi, że dzieci zwariowały. I że te, które nie korzystają z tele to są teraz DZIWNE, bo się ruszają, bo chodzą, bo rozmawiają ze sobą, bo się w wieku jedenastu lat nadal bawią.
To wina internetu! - zawyrokowałam.
To wina tego, że internet, który sam w sobie jest tylko źródłem informacji jest tak dziadowsko wykorzystywany - odpowiedział John.
No faktycznie, jak weźmiesz pistolet, też może sobie leżeć i służyć do obrony, nie musisz wycelowac nim w czyjąś głowę - powiedziałam
Internet nie służy do zabijania, a pistolet z założenia tak - zaoponował John.
Teoretycznie oczywiście John ma rację, internet nie służy do zabijania.
Ale przez to, jak jest użytkowany to już służy.
Wódka też nie służy do zabijania, ale do przyjemności, ale w nadmiarze może zabijać i zabija.
Ta młodka z wczoraj, to dziecko pod kocem na łące, przyryte na głowę, żeby nie ogladać nieba, ale ogladać telefon.
Co żeście drodzy rodzice uczynili swoim pociechom?
Gocha mówi, że multum współczensych dzieci wcale nie myśli, o świecie nie ma pojęcia.
I to w czasach internetu, kiedy o wszystkim można się dowiedzieć w kilka sekund.
Kto namalował Mona Lisę? Na jakim kontynencie leży Egipt? Zróbcie prosty test i zadajcie dwa, trzy pytania napotkanej nastolatce/ nastolatkowi.
Sama zamierzam tak zrobić.
Ludzie są naprawdę zaskakujący, nawet z tego, co miało nam służyć i nas rozwijac potrafią zrobić narzędzie totalnego uzależnienia i ogłupienia.
Czy to znaczy, że są głupi ?
Nie wiem.
piątek, kwietnia 19, 2019
chujowi sąsiedzi
Przepraszam, za brzydki tytuł posta. Bo jest brzydki.
Niecały rok temu do domu obok ( brzmi, jak tytył książki) wprowadzili się nowi sąsiedzi.
Nim dom zakupili pokazywałam im wszystko, wpuszczałam do chaty, załatwiłam im nawet graty po innych wyprowadzających się sąsiadach. Niby miało być cudownie.
No właśnie - niby.
Na szalę cudowności położyłam to, że znaleźli naszego zakubionego kota, kiedy byliśmy w Egipcie.
Na szalę cudowności położyłam wesołe uśmieszki i pogaduchy.
Tymczasem na szalę nie cudowności muszę położyć ( ten fakt całkowicie przeważa), że w okresie lęgowym ptaków ( 5 kwietnia 2019) wycięli 15 metrową sosnę. Tak, na sośnie były gniazda i ptaki. Ada uwielbiała je obserwować. Nasze sójeczki.
Już nie ma śladu po drzewie, bo sąsiedzi są bardzo czyści. Wymietli ogród do żywej ziemi.
Nie odzywamy się do siebie od tego wydarzenia.
I już przyjaźni nie będzie.
Jak mawia Martula: "Sąsiad i żona od Boga przeznaczona".
Co jest Twoje to cię znajdzie.
Zawsze bałam się, że za ścianą zamieszka Szyszko. I voila - zamieszkał.
I już nie mam się czego bać.
Brak szacunku dla ptaków, przyrody, chamstwo i chujoza.
Oto moi nowi sąsiedzi.
I lekcja dla mnie - mniej zachwycać się ludźmi.
Mogli poczekać do 15 października, skoro już musieli użyć piły mechanicznej. A nie urządzać radogoską masakrę sikorek. Ale nie zaczekali. A dlaczego, bo są chujowi.
czwartek, kwietnia 04, 2019
Co jeszcze możemy kupić ...?
Jechałam dziś samochodem, słuchajac radia i radiowych reklam, których nie lubię, bo nie lubię w ogóle żadnych reklam. Jednak tuż przed pełną godziną, na każdej stacji słuchacz jest reklamą bombardowany. Nowa toyota, nasza łazienka jak ze snu ... i nagle Iladian Plus Junior - żel intymny dla dziewczynek od 3 roku życia!!! " Higiena intymna od najmłodszych lat".
Co jeszcze będziecie chcieli nam sprzedać?
Może płyn do higieny intymnej dla niemowląt? To pewnie kwestia czasu. Jest dobrobyt, jesteśmy coraz grubsi i coraz mniej ruchliwi i coraz chętniej wydajemy nasze pieniądze.
Iladian dla niemowląt i dla kobiet 40 plus i dla kobiet 90 plus.
Przeprowadziliśmy z Johnem rozmowę o kosmetykach, które tak naprawdę nie dzialają.
Krem na twarz i to by było wszystko, plus mydło i szampon.
Bo jak już zaczniesz nakładać nie wiadomo co - to za chwilę gęba pomarszona bez względu na wiek.
Pod ciężkim makijażem skóra się dusi. Niby nie zatyka porów, ale kto tam wie.
Im mniej tym lepiej. I tak jest ze wszystkim. Z zakupami, z żarciem. Wiec jednak minimalizm.
Ludzie zamiast coraz mądrzejsi są coraz głupsi i zachłanni.
A mnie się już nie chce kupować. Nie chce już nowej szafy. Gdybym dziś umarła to i tak pozostawiłabym po sobie sterty niepotrzebnych rzeczy.
Nie chcę zostawiać po sobie rzeczym, chcę zostawiać dobre wspomnienia i zmiany w świadomości ludzi. Chcę robić rzeczy ważne, nawet jeśli to sprzatanie osiedla i nawet jeśli po czymś takim cała powinnam się wykąpać w iladianie 90 plus.
Nie dawajmy się nabrać reklamom.
Nie potrzebujemy iladianu, a już na pewno nie potrzebuje go nasza 3 letnia córka.
Nie potrzebujemy tych wszystkich kłamstw.
Trzeba nazywać rzeczy po imieniu. Reklama kłamie. Meblujemy nasze domy po królewsku, po to by nikt nawet tego przepychu nie oglądał, bo już się nie odwiedzamy.
Boimy się wyjść na spacer, bo przy drodze stoją niebezpieczne drzewa, które w każdej chwili moga się na nas zawalić.
To nie drzewa są niebezpieczne, ale nasza nieświadomość jest niebezpieczna.
Rozmawiałam z matkami z klasy mojej Ady. Zabieganie, praca, pieniądze, na nic nie starcza czasu ani sił. Rozumiemy, co jest w ażne w życiu, jak zatrzymujemy się na czyimś pogrzebie i to zrozumienie trwa tylko kilka minut.
A powinno trwać cały czas.
I jeszcze uwaga odnośnie czasu własnie: to nie czas mija .... to my mijamy. Mijajmy więc w poszanowaniu innych i siebie. W dobroci i mądrości.
Zamiast po prostu bezrefleksyjnie konsumując przemijać.
środa, marca 27, 2019
Z kośćmi i krwią
To nie będzie post o wizycie u rzeźnika, choć takowy mógłby się tak właśnie zaczynać.
A może trochę będzie?
Znacie ludzi, którzy cały czas chcą Was widywać? Jeśli nie zadzwonicie przez tydzień, dostajecie smsa "Czemu się nie odzywasz?".
Takie pytanie wzbudza poczucie winy, zaczynacie się tłumaczyć - najczęściej brakiem czasu.
"No nie miałam czasu, lekarz, dekarz, rzeźnik, dziecko, pies, kot, mąż" ( kolejność dowolna).
Oczywiście prawie każdy dziś nie ma czasu.
Najgorsze jednak, kiedy pytanie "Czemu się nie odzywasz" jest zadane z jeszcze jednym zdaniem" A przecież widziałaś się z Renatą ....." ( w podtekście - miałaś więc dla NIEJ czas).
Czemu się więc nie odzywamy do niektórych ludzi? Otóż dlatego, że nie mamy takiej potrzeby. Nie chodzi nawet o deficyt czasu, to znaczy może chodzić, ale jednak na ogół nie chodzi.
Ja się nie dozywam, bo nie mam takiej potrzeby.
Mogę o kimś ciepło myśleć, ale odzywać się nie chcę. Życzę osobie szczęścia i radości, ale nie dzwonię, nie piszę smsów, nie odwiedzam.
To proste. Nie zadawajmy więc ludziom pytań : Dlaczego nie są z nami w kontakcie?". Gdyby chcieli byli by, prawda?
Nie wzbudzajmy w nich poczucia winy.
Nie musimy przyjaźnić się z całym światem .... możemy nadal kochać ludzi. Zresztą pewnie wy o tym doskonale wiecie. To ja jestem nieasertywna i to ja wymyślam wyjaśnienia.
Tylko, że wyjaśnień nie ma.
I nie chodzi o to, że moja pamięć jest krótka, że nie jestem dobrą przyjaciółką. Myślę, że jestem bardzo dobrą przykaciółką, dla przyjaciół.
Nie każdy jest jednak moim przyacielem.
Dziś czeka mnie wyjaśniające spotkanie, szczera rozmowa, dlaczego się nie odzywam.
-Bo chcesz wziąć ze mnie wszystko, nie tylko słowa, ale skórę i kości też i ... sadło. Wszystko, co mam.
Dlatego.
Rozumiesz?
środa, lutego 06, 2019
Urodziny
"Matka może zastąpić wszystkich,
ale nikt nie zastąpi Matki" ( Suspiria)
Cześć Ci urodzinowo
Matko moja jedyna
której nikt mi nie zastąpi
a która zastąpi mi wszystkich
przyjaciół, braci, siostry
nawet kota
Urodziłaś się
urodziłaś mnie
ktoś Ciebie urodził
Kobiety mają moc
czarowną
Niech Twoja czarowna moc
trwa
niech Twoja czarowna moc
rozpuszcza codzienność
niech cały świat się dowie
że tak niezwykle
żyć można
wtorek, lutego 05, 2019
Suspiria ( reż. Luki Guadagnino)- Matka Westchnień
Westchnienie
....
Są
trzy matki.
Trzy matki
noszące łacińskie imiona: Mater Tenebrarum
(Matka Ciemności), Lachrymarum (Łez) i Suspiriorum ( Matka Westchnień).
W filmie
przedstawiona jest specyficzna mitologia ( to remake kultowego horroru Dario Argento z 1977). Każda z Matek jest potężną wiedźmą,
odpowiedzialną za zupęłnie inne rzeczy.
Każda z
aktorek ma w sobie coś przerażającego ; Angela Winkler (Panna Tanner) w swojej czarnej
grzywce i z zatrważającym uśmiechem, Tilda Swinton (Madame Blanc), której twarz potrafi
zabić ( strach i rozkosz mieszają sie tutaj) i na końcu zupełnie genialna w
roli młodej adeptki tańca Dakota Johnson ( Susie Bannion).
Jest taka
scena, kiedy Tilda i Dakota siedzą na przeciwko siebie, przy stole, nic nie
mówią i tylko na siebie patrzą ... i jest w tym czysta czarna magia.
Upraszczając,
do Berlina lat 70 tych przybywa młoda tancerka z Ohio, wychowana tradycyjnie,
ubrana pod szyję, z długimi rudymi włosami. Kiedy tańczy po raz pierwszy
bez muzyki, by się zaprezentowac i zdać egzamin do akademii tańca, słychać
tylko uderzenia - jej stóp o podłogę i oddech. Te odgłosy stanowią podkład
muzyczny do tego dziwnego występu.
-Jak się
czułaś tańcząc? - pyta ją później Tilda - nauczycielka i właścicielka szkoły
-Jakbym się z
kimś pieprzyła - odpowiada chodzaca ruda niewinność.
Chwilę przed
przyjazdem Rudej, do doktora Klemperera ( starego psychiatry), przychodzi mocno zaburzona i cierpiąca
na urojenia uczennica szkoły tańca, Patricia. Mówi o swoich nauczycielkach, że
to "Czarownice, które zabrały jej oczy".
Zachowuje
się, jak głowna bohaterka "Wstrętu" Polańskiego. Jest nieprzytomnie szalona. I
przerażona.
Potem znika.
Lekarz zaczyna jej szukać. Mówi kilka mądrych zdań o religii, jako rodzaju
zbiorowego urojenia. Mówi, że faszyzm też był urojeniem, które udzieliło się
wielu.
Powolutku
sam zaczyna brać udział w urojeniu, czy też prawdzie tego, co dzieje się w
przedziwnych lustrzanych salach szkoły tańca i jej podziemiach.
Niewinny
taniec rudej bohaterki doprowadza inną tancerkę do potwornej, bolesnej śmierci.
W zasadzie trudno na te sceny patrzeć.
Film jest
zrealizowany tak, że nie ma w nim tandety, rażacej w oczy krwi i typowo
horrorycznych zagrywek. Jest mroczny, powolny, mglisty, ciężki. Jest nierealny
i realny równocześnie. Jak stary kult, jak sataniczny obrząd z Biblii La Veya.
Jest w tym
filmie coś pierwotnego, budzącego w widzu grozę. Plemienny taniec prawie nagich
kobiet, …. zachwyca i przeraża jednocześnie. I jest niepokojący.
Martwe oczy Sary, jej połamana noga. Ten film wzbudza dreszcz.
W jednej z
ostatnich scen, większość wiedźm ginie, Ruda przyjmuje w siebie Matkę
Westchnień, jest na to gotowa. Jako Matka Westchnień staje się wrażliwa. Oferuje
Śmierć, ale jako ukojenie.
Starszemu
doktorowi psychoatrii odbiera bolesną pamięć o zaginionej w czasie wojny żonie, mówiąc mu jednak o tym,
jak umarła w obozie z zimna, że się nie bała i że w momencie ostatniego
tchnienia myślała tylko o nim.
Ten moment
mnie osobiście wzruszył.
Matka
Westchnień jest siłą, której już nic nie zatrzyma. Jest dobrem i złem, które
się miesza.
Jest jakąś
tam kultyczną sprawiedliwością.
To film,
który oglądasz ze strachem, z wiarą w magię i moce, o których myślałaś w
dzieciństwie. Możesz odkryć w sobie samej czarownicę, albo uznać to za swoistą
dziecinadę. Wybór jest zawsze Twój.
*Dla mnie kino kobiece ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)