wtorek, czerwca 14, 2005

odwyki i takie tam

allo wszyscy piekni :)
usmiecham sie do Was.
Jestem na swoistym ODWYKU ...
I mam terapeute, kogos kto trzyma nade mna piecze, po prostu jest i ja sie powstrzymuje. I chociaz niewiele z tego rozumiecie, to taki ODWYK to kawal ciezkiej pracy.
Skonczylam studia - nie skonczylam studiow - zostal ( jak sie okazalo) jeszcze jeden przedmiot do zaliczenia - kryzysy zdrowia.
Znow bede musiala pojechac do Kraka i zaliczac.
I caly czas toczy sie sprawa tego wypadku z 17 marca. W czwarek udaje sie na komisariat do bardzo niemilej pani, ktora wyraznie mnie nie lubi.
Zreszta zlewam to jej nielubienie mnie, ja tez jej nie lubie.
W pracy atmosfera GITES.
Rozwijam angleze z Johnem.
John jest GITES.
Bart Szymon caly czas obrazony ... na mnie.
Well ...

„ Oh Brother please, we are bond to this world again

how can we see when we are travellin’ in time”
-kula shaker-

Budzę się z ręką pomiędzy nogami
i na szczęście to moja ręka
moja własna
ta bez blizny
blizna przerysowana na czerwono
od zimna
pozostałość ugryzienia – uderzenia
I mój zapach na tej ręce
tylko mój
własny
Okno jest tylko jedno
Widać stary dom kościelny
Biorę aparat
tylko mój
i zapamiętuje na nim rzeczy
Tektura miedzy samochodami
chłopiec na niebiesko
okno zamknięte
ale bez krat
Balkon pomalowany na
biało
na balkonie pusto

Na ulicy po drugiej stronie
stoi chłopak
w zasadzie to wcale nie wiem
czy to chłopak
Ubrany w beże
Beżowe włosy
twarz indiańska
patrzy tylko przed siebie
a ja patrzę tylko na niego
Mijamy się
odwracam głowę

Tuż przed wielką bramą
jest wystawa
a na wystawie stoi
czarna pantera – kobieta
I znów nie mogę oderwać wzroku
Patrzy tylko przed siebie
a ja tylko na nią
To manekin czarnej kobiety

Na metalowym dworcowym
krześle siedzę
podchodzi Mercedes
-cuchnący pijaczyna
i mówi do mnie
„księżniczko”
że niby umarł prawie
na metalowym krześle
Jest natarczywy
zabieram się i schodzę
w dół

W pociągu kobieta płacze
bo pożegnała syna
Troskliwy maż mówi jej
coś miłego

Starszy facet ma skarpetki
z Che Guevarą. A do tego
krawat i kamizelkę
Zobaczyłam te skarpetki
przez przypadek
łypiąc w dół
I TO BYŁO ODKRYCIE

Jedzie ze mną student
I zakonnica
Che Guevara, troskliwy
płacząca i kwiatowa

Budząc się rano ... pomyślałam
o kobiecie
brzydkiej i szczupłej
Gotowej do pieprzenia
O kobiecie bez piersi
Pomyślałam o bezbarwnej
twarzy faceta, młodego faceta
który lizał ją ostatniej nocy
Znam ich

Wszystkiego można się nauczyć
wszystkich poznać, a później
to zapomnieć



12.06.2005 w drodze

1 komentarz:

der bildverlust pisze...

dobry, mocny wpis!