poniedziałek, kwietnia 01, 2013

Spędzanie r a z e m czasu.


Dość późno ale właśnie zrozumiałam, na czym polega bycie  b l i s k o ... otóż na spędzaniu ze sobą czasu ... Jakie to proste.

Kiedyś ludzie siadali w kręgu, tradycyjne społeczności wsłuchiwały się w opowieści starych  i starszych ludzi, pozwalały dzieciom na wyrażanie emocji .... innymi słowy dawały głos tym, którzy w dzisiejszej  kulturze mają tego głosu  coraz mniej. Dzieci zapycha się czekoladą i sadza przed telewizorem i w ten sposób nie spędza się już z nim czasu, będąc "razem" r a z e m  się nie jest. Podobnie z osobami starszymi .... Starsze osoby mają siedzieć w swoich domach, ewentualnie w domach starców. Nie, nie chcę dramatyzować, chcę opowiedzieć, jak jest w tej kwestii u mnie.

U mnie w tej kwestii jest następująco - szukam miejsca dla siebie każdego dnia, spełniam swoje domowe obowiązki i pracowe obowiązki. Czy nad tymi obowiązkami się zatrzymuję, czy je kontempluję ? Raczej nie.

Marzy mi się zawsze ucieczka do mojego białego pokoju z widokiem na wiosenne śniegi .... ( Wiosna ? Wiesna ! Przybywaj!). W tym moim pokoju odpływam w światy wirtualne ( tvn 24, onet pl, mój blog ale nieczęsto, google translator, strony o bezdomnych psach, strony z ofertami domów na sprzedaż ..... etc.).
Moja mama zaszyta w drugim pokoju czyta albo bawi się z Adą, John pracuje na swojej górce. Oto jesteśmy, nasza czwórka rodzinna.

Razem?
Nie ... zupełnie nie razem.

Jak idę biegać, to też biegam sama, ze słuchawkami na uszach.

I kilka dni temu pierwszy raz zwróciłam uwagę na to, że jak wchodzi do pokoju moja mama, żeby
zagaić rozmowę, to .... ja znad komputera patrzę na nią nieobecna i czekam żeby już przestałą gadać, bo chce dalej ... robić swoje wielkie, wielkie nic.

I jak John pyta wieczorem, czy idziemy  p o s i e d z i e c  razem w kuchni i napić się wódki i zapalić szyszę ... to ja znów wilkiem, wilkiem, bo przecież przeglądam na allegro " pamiątki prl-u" i wspominam swoje dzieciństwo ... grę w myszki, pszczółkę Maję z gumy i takie tam.

Dziś akurat życie zapukało do naszego domu głośno i wyraźnie, moja mama trafiła do szpitala z powodu migotania przedsionków. Strach, złapanie za rękę, nawet mi przez myśl nie przeszło, żeby włączyć komputer, kiedy czekałyśy na ambulansik.

I jak już ją odwiedziłam w szpitalu i okazało się, że staruszka leżąca po prawej stronie to moja ukochana Pani Woźna z XIII liceum .... to nagle w tym pokoju odkryłam prawdziwą bliskość i ciszę.

W pokoju szpitalnym, w małej 2 osobowje salce nie było ani telewizora .... ani komputera, ani nawet archaicznego radia .......

W pokoju byli  t y l k o  ludzie.

I na dodatek  b l i s k o , bo pokój był mały.

I jak już sobie powspominałyśmy z Panią  Jadwigą, te  jej38 lat pracy w XIII liceum ... (Swoją drogą niesamowite było to, że ona mnie rozpoznała. Że jak tylko wlazłam do sali, powiedziała: "O ... znajoma buzia"),  jak już sobie powspominałyśmy, to ja poczułam, że od przyjazdu do Polski straciłam tak dużo czasu ....
Tak dużo czasu .... nie będąc właśnie blisko ..... z Najbliższymi.

A, jak powiadali Pradawni: .... żadni bogowie nie wybaczą nam ,że zmarnowaliśy świt ....
Czas bowiem, jest nam  chojnie dany ... tylko na jakiś czas.

Nie będąc blisko, robimy sobie z tego czasu żarty, a CZAS tego nie lubi ....

Mamo, zdrowiej!
https://www.youtube.com/watch?v=gymRAZx9Z1o

Brak komentarzy: