piątek, lipca 27, 2007

Czytajac Bert'a Hellingera ( Magda B bylaby ze mnie dumna)

Niezwykla , odkrywcza ksiazka i kontrowersyjna.
Kontrowersyjna, jak sama metoda ustawien rodzinnych Berta Hellingera.
Czytalam ja na plazy przez kilka dni ... robiac sobie przerwy oceaniczne ( nie wiem, czy kiedys o tym pisalam ale rozmawiam z Oceanem .... )

Hellinger pisze o 2 silach , ktore determinuja nasze zycie: milosc i bol

Wszystkie inne sily i uczucia sa wtorne i nie prowadza do zadnej akcji. Gniew np. kiedys natychmiast wywolywal reakcje : rozgniewany czlowiek rzucal sie na drugiego z maczuga i czynil mu krzywde, rozladowujac swoja agresje, swoje napiecie. Najczesciej rzucal sie w obronie zycia, dla zycia zachowania. Gniew i zlosc dawaly mu sile, by walczyc. Dzis juz nie walczymy, nie umiemy spozytkowac gniewu.

Dla Hellingera przeciwienstwem milosci jest obojetnosc .... nie nienawisc, jak potocznie myslimy. Nienawisc jest miloscia , nienawidzimy osoby, ktora sprawila nam bol, osoby ktora kochamy ......
-Jesli spotykam 2 osoby z problemem w zwiazku, przychodza do mnie i ja widze, ze nadal po latach czuja bol ..... to widze szanse na rozwiazanie pozytywne, widze szanse na przyszlosc, na kontynuowanie zwiazku, na wiez ........... Jesli przychodza do mnie 2 obojetne osoby ....... wiem, ze juz nic nie da sie zrobic, ze przyszlosc zwiazku jest zdeterminowana ....

Hellinger bardzo duzo pisze o przynaleznosci .... o klanowosci, o "blogoslawienstwie" rodzicow ..... bez ktorego czlowiek - dziecko czuje sie wykluczony ...... bez ktorego nie moze po prostu zyc swojego zycia ...... Rodzice nie staja sie rodzicami, bo sa dobrzy albo zli, staja sie rodzicami, bo lacza sie fizycznie i nie ma znaczenia, jakimi ludzmi sa, wazne jest jedno : ich dar dla dziecka: zycie .... i za to zycie dziecko winno wyrazic wdziecznosc. Jesli tego nie zrobi samo siebie pograzy.
U Hellingera znajdujemy szokujace rzeczy : cyt: " Podstawa szczesliwego rozwoju jest szacunek wobec rodzicow i poszanowanie samego rodzicielstwa, dawania zycia. Przy tym nieistotne jest jacy sa rodzice. Jezeli ktos pozwala sobie na pogarde wobec rodzicow, bedzie przedstawial w swoim zyciu to czym gardzi. Wlasnie poprzez pogarde stanie sie taki, jak oni" ( s.94 B. Hellinger: "Praca nad rodzina" Gdanska 2003 ).

Ciekawe jest jego podejscie do pacjentow: - Kiedy przychodzi do mnie czlowiek i zaczyna opowiadac jak WIDZI swoje zycie, jakie ma problemy, jakich krzywd doznal .... czuje sie z tym niekomfortowo, czuje wrecz bol. Dlatego jedyne, co chce wiedziec to, jak wyglada jego rodzina, jak wyglada i jak wygladala: czy rodzice byli razem, czy w rodzinie ktos umarl, czy byly jakies wypadki, choroby - To mi wystarcza, bez calej tej emocjonalnej paplaniny o uczuciach, bez calej tej subiektywnosci, ktora bije z kazdej opowiedzianej historii ....

Bo to, ze ktos cos widzi i czuje wcale nie znaczy, ze to wlasnie tak wyglada .... Budujemy w glowach historie, a fakty to fakty ..... Matka byla dla mnie zla, kiedys ...... niepozwalala mi na nic ....

Jesli ktos powie: rodzice sie rozwiedli, siostra matki umarla, ojciec pil .... to sa dla Hellingera fakty.

Wiec dla przykladu : jesli ja doswiadczam czegos teraz, to wcale nie jest tak oczywiste, ze to ma miejsce. Jesli np. ktos napisal o mnie cos zlego ale nigdy mi tego nie powiedzial .... i nadal troszczyl sie o mnie i dawal mi jesc .... to co jest faktem w tej historii ? To co wyczytalam i co moglam dowolnie na 100 sposobow zinterpretowac, czy raczej to, ze dal mi dom, jedzenie, zainteresowanie i troszczyl sie o mojego psa.

Rozumiem Hellingera. I chyba przychylam sie do jego wersji.
Musimy przynalezec.
Rodzina ksztaltuje nas nieodwracalnie.

Nie ma sie o co wsciekac.

Podstawa wszystkich zachowan, nawet tych destrukcyjnych jest milosc .....
Kocham moja matke i widze ze ona cierpi wiec postanawiam podswiadomie : umre za nia .... i przestaje jesc.

Nie bede tlumaczyc calej metody.
Chodzi mi o cos innego.

O to, ze licza sie FAKTY a nie DOMYSLY i INTERPRETACJE ....

Wychodzac z oceanu poczulam jakas niezwyklosc i zrozumienie.

Poczulam jak bardzo iluzyjnie zylam i jak tworzylam swoja wlasna rzeczywistosc.

Poczulam sie wolna od wszystkiego.

Poczulam ze nie musze sie z niczego tlumaczyc i nie musze sie niczego bac.

Nie musze tez nikogo sluchac.

"Kto siega pod powierzchnie, czyni to na wlasna odpowiedzialnosc" - nie pamietam czy powiedzial to Nietzsche czy Wilde ... chyba Nietzsche.
Przeczytalam cos co nie bylo przeznaczone dla mnie, gdyby bylo - uslszalabym o tym i wtedy to by zaistnialo.

Wolno mi wiec kierowac sie miloscia.

Hellinger wymienia jeszcze jedna wazna rzecz: kobieta pojdzie za swoim mezczyzna.

Wiem to patriarchalne, ale tak funkcjonowal swiat.

Mozemy tego nienawidzic .... to uczucie wtorne.
Mozemy tez nienawidzic swoich rodzicow, najbardziej w ten sposob kazac siebie i z kazdym dniem bardziej sie w nich zmieniajac. Im bardziej nie szanujesz ... tym bardziej tym sie stajesz.

Nienawidzilam palenia, majac 20 lat .... moja mama palila. Teraz pale, duzo.

Nienawidzilam zmiennych nastrojow mojego ojca ..... teraz mam walsnie takie.

Ja nawet nie musze rodzicow akceptowac, ja mam ich po prostu szanowac, jako dawcow zycia.

Okey .... to chcialam napisac i napisalam :)
Caluje

Brak komentarzy: